Coraz bardziej zaczynam podejrzewać, że moja ukochana wcale nie jest mi wierna.
W ciągu ośmiu lat małżeństwa ja też popełniłem kilka grzeszków, ale to, co robi Aneta, jest niewytłumaczalne.
Nawet nie próbuje ukrywać przede mną, że troszczy się o nią jej były narzeczony – odbiera ją z pracy, wpłaca pieniądze na jej konto, zabiera do restauracji, a zdarzało się, że Aneta otwarcie prosiła go o pomoc, jeśli ja nie mogłem jej gdzieś zawieźć lub czegoś dla niej zrobić. Ostatnio zauważyłem, że zarejestrowała się na jakiejś stronie internetowej i koresponduje tam z różnymi mężczyznami, a poruszane tematy są dalekie od nieszkodliwych…
Nie wiem, czy te rozmowy przeniosły się kiedykolwiek na prawdziwe życie, ale coraz trudniej jest mi udawać, że o niczym nie wiem.
Generalnie nie mam pretensji do Anety. Rozumiem, że nasze małżeństwo stało się nudne, może chce czegoś innego, ciekawszego, nowych doświadczeń. Sam nie miałbym nic przeciwko spróbowaniu czegoś innego. Ale trochę się krępuję zaproponować żonie takie rozwiązanie. A jeśli ona tylko czeka na okazję, żeby z tego powodu mnie zostawić i zażądać rozwodu?
Mógłbym jej zaproponować otwarty związek, ale bez rozwodu. Żebyśmy oboje mogli bezkarnie, przy pełnym przyzwoleniu drugiej strony, doświadczać nowości z innymi partnerami, a potem wracać do naszego zwykłego, wygodnego i nieco nudnego związku.
Mimo wszystko jestem ostrożny w rozmowach z żoną na ten temat. Nie chcę, żeby moja propozycja stała się dla niej świetnym pretekstem do rozwodu. Na prawdę bym tego nie chciał, jako moją żonę widzę tylko Anetę, ale nie znajduję żadnego wyjścia z tego impasu.
Mam pewną propozycję dla żony, ale boję się jej reakcji






