Moja mama za punkt honoru postawiła sobie, że koniecznie muszę wyjść za mąż przed 40-tką. Nie rozumiała, że ja mam inne priorytety ani tego, że chciałabym się zakochać, a nie po prostu mieć męża. No ale mama pochodzi ze wsi, takiej z tradycjami i nie wyobraża sobie, że nie będę mieć dzieci… A już późne macierzyństwo, to dla niej temat zupełnie nie do przyjęcia. Każdy mój partner, w jej głowie, był już tym jedynym, każdy oczywiście był też ulubionym zięciem. A kiedy z nimi zrywałam, bo nie umielimy się dogadać, zawsze stawała po ich stronie, na siłę próbując ich zatrzymać. Ciężko z taką mamą, no ale kocham ją nad życie.
Mam 36 lat, jestem po kilku nieudanych związkach, ale finansowo bardzo dobrze sobie radzę. Zaraz po studiach kupiłam pierwsze mieszkanie, za gotówkę, bo naukę umiejętnie łączyłam z pracą i byłam w stanie sporo oszczędzić. No i nie oszukujmy się, 12 lat temu mieszkania były znacznie tańsze niż teraz. Kilka miesięcy temu sprzedałam moją kawalerkę i kupiłam nieduży dom na śląsku, jakieś 30 kilometrów od gospodarstwa rodziców. Cieszę się moim sporym ogródkiem, bliskością przyrody i aranżacją wnętrz, które sama zaprojektowałam. Od dziecka wiedziałam, że będę mieszkać w domu, mieszkania mnie przytłaczają. A zwłaszcza te cienkie ściany, przez które słychać jakie problemy mają sąsiedzi… Cenię sobie spokój i niezależność, nie wytrzymałabym na dłuższą metę w budownictwie wielorodzinnym.
Pracuję zdalnie, więc najważniejsze było dla mnie dobre łącze internetowe i możliwość wygospodarowania pomieszczenia pod gabinet. Poza tym, uwielbiam kwiaty. Na szczęście niedługo wiosna, a ja mam mnóstwo zaległego urlopu, który mam zamiar wykorzystać na planowanie ogrodu. Już mam wybrane rośliny i mniej więcej wiem, co gdzie zasadzę, przewidziałam również kawałek miejsca na owoce i warzywa. Oczami wyobraźni widzę, jak to wszystko będzie pięknie pachniało i wyglądało. Na podwórku mam też wiatę na auto i małą altankę, wszystko wykończone w drewnie i odpowiednio zaimpregnowane, o co zadbałam zaraz po kupnie domu.
Gdy tylko skończyłam urządzać wnętrza, zaprosiłam rodziców na „parapetówkę”. Chciałam, żeby byli ze mnie dumni, że tak świetnie sobie radzę. Dzień przed planowanym obiadem moja mama zadzwoniła z informacją, że nie muszę po nich przyjeżdżać, miał ich przywieźć siostrzeniec sąsiadki, Pani Nowakowej. Mężczyzna miał zostać na obiedzie i później odwieźć moich rodziców. Znam moją mamę już długo i doskonale wiedziałam co kombinuje, ale postanowiłam nie robić awantury i zobaczyć cóż to za kawalera dla mnie szykowała. Przygotowałam się odpowiednio, by nie zabrakło jedzenia dla dodatkowego gościa i całkiem spokojnie podeszłam do tematu. Nie miałam nigdy ideału mężczyzny, najważniejsze, by był zaradny życiowo i mnie kochał, ale powoli godziłam się z tym, że spełni się czarny scenariusz i będę starą panną.
Mężczyzna, który przyjechał z moimi rodzicami, miał na imię Mariusz i był w moim wieku. Nie był zbytnio rozgarnięty, wydaje mi się, że nie zdawał sobie nawet sprawy ze swojej nietaktowności, ale o tym przyszło mi się przekonać trochę później. Na obiedzie był nieśmiały, nie wydawał się mną zainteresowany, ale też nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Taki prosty chłopak, bez wyrazu. Mama próbowała naprowadzać go na tematy, które mogłyby mnie zainteresować, ale rozmowa zupełnie nam się nie kleiła. Na wieczór zapowiadali śnieżycę, więc moi goście zebrali się od razu po jedzeniu i pojechali do siebie. Śmiałam się potem z siebie, że może trochę miałam nadzieję, że chłopak mnie sobą zainteresuje, ale zapomniałam, że moja mama miała zupełnie inny gust niż ja.
Następnego dnia Mariusz przyjechał do mnie sam, bez żadnej wcześniejszej zapowiedzi. Nie wiem skąd wyniósł takie przekonanie, że może zająć mi czas, ale nawet nie zapytał czy jestem zajęta, po prostu wszedł do mnie do domu i postanowił spędzić ze mną wieczór. Zanim zadzwonił do drzwi, widziałam przez okno, że przechadzał się po moim podwórku i mierzył wszystko wzrokiem. Gdy był już w środku, wszystko stało się jasne… ale o tym za chwilę. Bo wcześniej uderzyły mnie inne jego słowa:
– Strasznie tu masz niepraktycznie. Wkoło same jasne kolory, ściany, meble i dodatki – wszystko białe albo kremowe. Przecież to się szybko brudzi, pewnie nie nadążasz sprzątać.
Uśmiechnęłam się tylko i odpowiedziałam, że lubię jasne kolory, ale poczułam się urażona tymi uwagami. Co go obchodziło jak mieszkam? Pewnie wiele osób zwróci mi jeszcze uwagę na te jasne wnętrza, ale nie spodziewam się od nikogo takich wyrzutów w tej kwestii.
Później Mariusz się już tylko rozkręcał. Zrobiłam mu kawę i zaprosiłam do jadalni, gdzie było wygodniej niż w salonie przy niskim stoliku – na tyle już go przejrzałam, że będzie wolał zwykłe krzesło niż głęboki i niski fotel. W pewnym momencie zaskoczył mnie:
– Umiesz gotować? Uwielbiam polską kuchnię, mógłbym codziennie jeść schabowe. Jeśli nie umiesz, to moja mama na pewno cię nauczy. Wiesz, ja sporo pracuję i potrzebuję dobrze zjeść. Widziałem też ogród koło domu, już wiem gdzie wydzielimy miejsce na warzywa, musimy też powiększyć wiatę, żeby moje auto się zmieściło. I koniecznie trzeba postawić narzędziownię. No i będzie trzeba tu trochę przemeblować, jest zbyt jasno jak dla mnie.
Im dłużej mówił, tym ja miałam go bardziej dość. Był bezczelny! Co on sobie wyobrażał? Ciekawe co powiedziała mu moja mama, ale tak się składało, że nie szukałam męża od zaraz, a już na pewno nie takiego, który chciałby układać moje życie pod swoje dyktando. Chciałam w uprzejmy sposób zakończyć tę rozmowę. więc delikatnie zaczęłam:
– Dlaczego twój samochód miałby stać na moim podwórku i dlaczego miałabym cokolwiek zmieniać w MOIM domu? Mi się tu bardzo podoba.
– Twoja mama mówiła, że jesteś samotna i szukasz partnera. Mój samochód też powinien stać pod dachem, tak jak twój. Skoro mamy razem mieszkać, to też chcę mieć jakieś prawa. Oboje mamy 36 lat, nie mamy już czasu na jakieś podchody, jeśli chcemy jeszcze mieć dzieci.
Nie słuchałam co mówił dalej, wstałam, wzięłam go za rękę i poprowadziłam w kierunku drzwi. W progu powiedziała mu, że nie spieszy mi się do małżeństwa i jest mi dobrze samej w moim jasnym domku. Mariusz wpadł w jakiś szał i zaczął mnie wyzywać od idiotek. Zamknęłam drzwi, włączyłam głośno muzykę i postanowiłam jak najszybciej zapomnieć o tym nieporozumieniu. Nie wiem skąd on się urwał, na prawdę myślał, że zniszczę swoje dzieło i zaburzę swój spokój, by zmienić to wnętrze domu tak, by mu się podobało? Przecież kompletnie się nie znaliśmy, a on był gotów ze mną zamieszkać… Jeśli to były oświadczyny, to ja nie chcę nigdy żadnego męża! Zabroniłam też mojej mamie wysyłać do mnie mężczyzn i zapewniłam ją, że poradzę sobie sama.
