Odkąd moja córka wyszła za mąż minął ponad rok, ale już od dawna z każdym rokiem oddalaliśmy się coraz bardziej od siebie. Wydawało mi się, że zupełnie zapomniała o swoich starych rodzicach. Znudzona i zaniepokojona wybrałam numer telefonu Oli. Długo nie odbierała, aż wreszcie usłyszałam:
– Słucham?
Oleńka, to ja, mama. Co Ty taka zadyszana? Znowu na siłowni? A może źle się czujesz?
– Nie mamo, myję samochód Pawła.
– Dlaczego Ty?
– A kto ma to robić? Może pracownicy myjni za jakieś szalone pieniądze?
– Boże, kochanie. Dzwonię, Oluś, bo chciałam Cię zaprosić na niedzielę do nas. Weź Pawła i przyjdźcie, mamy akurat rocznicę ślubu z tatą. Posiedzimy, zrobimy grilla, porozmawiamy…
– A czemu tak nagle to wymyśliliście? – zapytała moja córka.
– Jesteśmy razem od 30 lat, więc jak to nagle?
– Przepraszam mamo, ale nie damy rady. Jesteśmy zaproszeni w niedzielę na wesele przyjaciela Pawła, taki sobie dziwny dzień na to wybrali, ale już potwierdziliśmy. Przed Wami jeszcze tyle rocznic, a ślub jest tylko raz.
Przełknęłam głośno ślinę, a w gardle pojawiła się grudka żalu, dlatego udało mi się tylko z siebie wycisnąć:
– Szkoda, bo my tak tęsknimy.
– My też, mamo, ale nie odmówimy im teraz. Tylko się nie obrażaj, na pewno złożymy Wam życzenia i przy jakiejś okazji to sobie odbijemy.
– Ok – odpowiedziałam, starając się nie zdradzić rozczarowania.
Niestety syn też miał swoje plany. Rozłączając się, wybuchnęłam płaczem jak dziecko, nie mogąc inaczej poradzić sobie z moją frustracją.
– Co się stało Nina? – spytał zagubiony mąż.
– Nic specjalnego, tylko dzieci nie będą mogły przyjść na naszą rocznicę ślubu, a ja głupia miałam nadzieję, że wszyscy zbierzemy się przy jednym stole.
– Daj spokój, nie ma co marudzić! To przecież nasze święto, a nie ich.
Tej nocy nie spałam, ciążyło mi to na sercu jak kamień. Głowa podsuwała mi przed oczy coraz gorsze obrazy, skutecznie zniechęcając do snu. Co w życiu zrobiłam źle, że dzieci mnie nie doceniają? Oboje wykształciliśmy, kupiliśmy każdemu mieszkanie i zrobiliśmy wszystko, aby im niczego nie brakowało, a one teraz zachowują się jak jacyś obcy ludzie.
Mąż mi za to powtarzał:
– Skarbie, mają już swoje rodziny, nie są dziećmi. Ja mam Ciebie, a Ty mnie, więc się uspokój. Czy może mam Ci zaparzyć meliski?
– Już wypiłam. Ty jesteś cały czas w pracy, a ja siedzę sama i całymi dniami nie mam z kim słowa nawet zamienić. Wiesiu, ja po prostu czuję się samotna.
Następnego dnia mąż przyszedł dużo wcześniej z pracy.
– Coś się stało?
A on cały rozpromieniony powiedział, podając mi bukiet kwiatów.
– To dla Ciebie! Jutro jedziemy na tydzień nad jezioro, w końcu odpoczniemy.
Dom, który wynajął dla nich Wiesław był naprawdę wspaniały. Otaczało go morze pachnących kwiatów i widok na jezioro z okna.
Budząc się rano stwierdziłam, że całe łóżko jest pełne kwiatów, a kolorowe bukiety były w każdym kącie pokoju. Kiedy chciałam przemyć twarz i spojrzałam w lustro, zobaczyłam napis „Szczęśliwej rocznicy ślubu, kochanie!”.
Ze szczęścia znowu byłam gotowa wybuchnąć płaczem. Patrząc przez okno zobaczyłem męża niosącego w rękach wiklinowy kosz. Nie wiedziałam, co to może być za niespodzianka. Biorąc kosz do ręki usłyszałam subtelne miauczenie, a kiedy podniosłam szmatkę zobaczyłam maleńką rudą kulkę.
– To jak? Przygarniesz go? – mąż wciąż promieniował szczęściem.
– Wituś! To najwspanialsze wakacje w moim życiu.
Spędziliśmy dosłownie miesiąc miodowy, choć trwał tylko tydzień, ale wrażeń wystarczy mi na kolejne lata. Po przyjeździe telefon nie milknął i usłyszeliśmy od dzieci:
– Mamo, czy Wy macie sumienie? Dzwoniliśmy tyle razy, telefon był wyłączony, myśleliśmy, że odejdziemy od zmysłów.
– Czemu tak się gorączkujesz? – odpowiedziałam córce – mamy prawo w końcu z ojcem odpocząć, czyż nie?
– Oczywiście, ale po prostu nie dzwonisz, nie pytasz, co u nas, nie martwisz się o nas.
– Masz przecież kogoś takiego, kto się Tobą zajmie, my z tatą postanowiliśmy żyć od teraz dla siebie.
– Dla siebie?! Mamo, co się dzieje?
– Po prostu mamy miesiąc miodowy i nie zamierzamy się Tobą czy Twoim bratem martwić!
Od tego czasu już rok mamy ten „miesiąc miodowy”. Dzieci zaczęły bardziej się nami interesować, mąż zrezygnował z pracy i nauczyliśmy się radzić sobie z małymi lub większymi trudnościami.






