Katarzyna Nowak zawsze się spieszyła.
Tego listopadowego popołudnia biegła ulicą Złotników z ledwo zapiętym płaszczem i teczką pełną dokumentów, które za chwilę miały się wysypać.
Zaczęło się od lekkiej mżawki, ale w ciągu kilku sekund zamieniło się w ulewę, która zacierała kontury chodników.
Przeklęła w duchu.
Plan był prosty: wrócić do domu, wziąć prysznic i skończyć prezentację na jutro.
Ale ulewa nie dawała wybor
Marina Kowalska była w pośpiechu.






