Moja przyjaciółka, Marlena, od prawie 5-ciu lat starała się z mężem o dziecko. Kiedy już myśleli, że się nie uda, okazało się, że jednak zostaną rodzicami. Wydawałoby się, że nic więcej im do szczęścia nie było potrzebne, ale Karol, mąż mojej przyjaciółki, zaczął nadużywać alkoholu i stał się wobec niej bardzo krytyczny i szorstki. Głośno wyrażał swoje niezadowolenie z powodu zmian w ciele żony i zaczął coraz częściej znikać z domu, by z nią nie przebywać. Marlena miała tego dość, nie chciała dłużej tolerować takiego zachowania i w czwartym miesiącu ciąży wyprowadziła się do rodziców. Niestety matka Marleny nie chciała jej wierzyć i namawiała ją, by wróciła do męża, który już przez pierwsze godziny jej pobytu w rodzinnym domu, stał przed bramą i błagał ją o wybaczenie. Włączyła się również teściowa, która nie wyobrażała sobie jak Marlena może pozbawiać dziecko ojca i przekonywała synową, że Karol, to przecież porządny człowiek.
W wyniku tych ciągłych nacisków, Marlena wróciła do Karola, który przez kilka miesięcy był najlepszym mężem, jakiego można sobie wyobrazić. Zapomniał o alkoholu, pomagał żonie w obowiązkach domowych, a kiedy pojawiły się problemy z ciążą, zawiózł ją do szpitala i codziennie do niej zaglądał z czymś dobrym do jedzenia. Przed narodzinami dziecka zdążył posprzątać całe mieszkanie i przygotował uroczy kącik dla dziecka, a potem przywitał żonę i córeczkę z otwartymi ramionami. Jednak szczęście nie trwało zbyt długo – okazało się, że dziecko było bardzo nerwowe i ciągle płakało, co doprowadzało Karola do wściekłości. Znowu zaczął znikać z domu i wyżywać się na żonie, a o jakiejkolwiek pomocy nie było mowy.
Gdy kończyły się pampersy, Marlena nie mogła na niego liczyć, by wyszedł uzupełnić zapasy, co więcej, Karol nie miał zamiaru wydawać na to swoich pieniędzy. Wtedy coś pękło w Marlenie i znowu wyprowadziła się do rodziców. Tym razem nie zamierzała wracać do męża, miała już tego dość i złożyła pozew o rozwód. Oczywiście jej rodzice znowu jej nie wierzą i ciągle robią jej przytyki, że źle zajmuje się córką. Ciągle krzyczące dziecko może być uciążliwe, ale sami wychowali trójkę, więc powinni mieć więcej cierpliwości i pomóc córce. Marlena często mi się zwierza i bardzo jej współczuję, ale nie mam pomysłu co mogłaby zrobić, by jakoś zażegnać konflikt z rodzicami. Ona odbiera ich zachowanie tak, jakby robili wszystko, żeby się wyprowadziła, ale przecież nie ma dokąd pójść
