Historia o marzeniu mojej mamy.
Moja mama zawsze chciała mieć papugę Arę. Kiedy dowiedziała się, ile kosztują takie papugi złapała się za głowę, ale nie zamierzała rezygnować z marzeń.
Była gotowa sama się nią zająć, znaleźć miejsce na dużą klatkę, ale koszt bardzo ją powstrzymywał. Jednak pewnego dnia natrafiła w Internecie na ogłoszenie, w którym za śmieszne pieniądze sprzedawano papugę.
Kwota była tak symboliczna, że mama natychmiast zadzwoniła na podany numer telefonu. Już biegała po mieszkaniu i planowała, gdzie umieści swojego pupila. Nawet klatkę oddawali w prezencie, a dodatkowo było to w naszym mieście!
Przez całą noc czytała artykuły o swoich pierzastych przyjaciołach i planowała wszystko, także pierwsze zakupy. Dawno nie widziałam jej takiej zadowolonej.
Ponieważ mama była tego dnia w pracy, kiedy miała odebrać papugę, mój tata sam po nią pojechał. Kiedy tylko wróciła do domu, podbiegła do klatki, piszcząc radośnie i nie mogła uwierzyć, że to to dzieje się naprawdę.
Kiedy wypuściliśmy papugę, zaczęła dumnie spacerować po mieszkaniu. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak ją nazwać. Mama postanowiła nazwać ją Lusia, papuga była tak sprytna, że już następnego dnia zaczęła reagować na swoje imię! Byłam w szoku!
Dwa dni później wyjechałam do innego miasta na studia. Kiedy zobaczyłam nieodebrane połączenie od matki, wiedziałam, że coś jest nie tak. Rzadko do kogoś dzwoni – najczęściej pisze smsy.
Mama zaczęła płakać i opowiadać mi o Lusi. Powiedziała, że od czasu przybycia ptaka, był to dom wariatów. Poprosiła mnie o to żebym wróciła jak najszybciej, bo nie wiedziała, co zrobić z papugą.
Ponieważ przyjechałam w nocy, nie podchodziłam do papugi. Obudziłam się w świetnym nastroju i poszłam do kuchni zrobić sobie kawę. I wtedy słyszę za sobą przekleństwa! Kiedy się odwróciłam papuga stała na środku pokoju, patrzyła mi prosto w oczy i powtarzała same przezwiska. Gdzie był ten anioł, którego widzieliśmy pierwszego dnia?
Wtedy do kuchni weszła mama. Złapała się za głowę i zaczęła mi opowiadać o przekleństwach, które słyszała z ust swojego pupila. Powiedziała, że nasz Lusia wymyśliła przezwiska dla każdego członka rodziny. Nie będę opisywała wszystkiego, to po prostu trzeba było usłyszeć.
Tydzień później postanowiliśmy, że też wystawimy ogłoszenie i oddamy Lusię w dobre ręce. Tak, razem z klatką! Nowi właściciele już ją zabrali. Cóż, życzmy im powodzenia!
