Hanka miała ładne mieszkanie, dobrą pracę, kochającego męża i dwójkę uroczych dzieciaków. Wydawało by się, że nic jej do szczęścia nie brakuje, a jednak nie wyglądała na szczęśliwą.
Któregoś dnia przyszła do pracy bardzo zdenerwowana, wszystko leciało jej z rąk. Ten widok był tak niecodzienny, że koleżanka z biura zapytała:
– Haniu co się dzieje? U ciebie wszystko w porządku?
– Nie, nic nie jest w porządku! -Zrujnowała mi dzieciństwo, myślałam, że o mnie zapomniała, ale nie, znowu wyciąga po mnie swoje macki. Boże, jak ja nienawidzę własnej matki! – Hanka zacisnęła pieści, a z jej oczu popłynęły łzy.
– Dlaczego tak mówisz? – Nic nie rozumiałam.
Hanka usiadła na biurku, rękoma wytarła oczy rozmazując tusz po policzkach i zaczęła swoją opowieść.
Hanka była dość późnym dzieckiem, bo rodzice byli zbyt zajęci robieniem kariery. Gdy miała 8 lat na świecie pojawił się brat, niestety Tomek urodził się niepełnosprawny.
Od chwili postawienia diagnozy, rodzice zaczęli jeździć po różnych klinikach szukając dla niego ratunku, ale wszędzie lekarze rozkładali bezradnie ręce. Matka Hanki jednak nie potrafiła pogodzić się z ich opinia i zaczęła szukać pomocy u różnych uzdrowicieli. Gdzie oni nie jeździli, ale nic to jednak nie dawało.
Tomek był dla matki najważniejszy, przytulała go, głaskała, cały czas poświęcała tylko jemu.
Hanka dla niej nie istniała, a jak już ją zauważała, to tylko po to, by robić jej wyrzuty, jaka to ona jest niedobra, bo nic nie pomaga przy bracie. Najgorsze było to, że matka zawsze jej wypominała to, że ona jest zdrowa, a Tomek nie. Gdy Hanka prosiła ją o chwilę zabawy czy zwykłej uwagi, ta zawsze odsuwała ją od siebie mówiąc:
– Jesteś zdrowa jak koń, nie potrzebujesz mojej pomocy, możesz pobawić się sama.
Dziewczyna przepłakała wiele nocy, nie mogła zrozumieć, czym zawiniła, że matka jej nie kocha.
A potem przyszła kolej na ojca Hanki, matka również i jemu zaczęła robić wyrzuty, że nie robi wszystkiego dla swojego syna, że poświęca więcej czasu Hance niż Tomkowi.
Trudno się dziwić temu, że mężczyzna wkrótce miał dosyć takiego życia i odszedł, a w niedługim czasie ożenił się ponownie.
Do matki nic nie docierało, liczył się tylko Tomek.
Za to Hanka słyszała ciągle:
– Nie powinnaś się uśmiechać, gdy brat jest chory, nie powinnaś śpiewać, nie powinnaś biegać, bo on nigdy nie pobiegnie.
Ciągle tylko nie powinnaś i nie powinnaś…
Matka zabiła w niej całą radość życia, a w sercu narastał coraz większy żal.
Po szkole Hanka wyjechała na studia najdalej jak się dało, nie utrzymywała kontaktów z matką, a i ona też nie chciała jej widywać.
Po studiach wyszła za mąż, urodziła dzieci, wiodła szczęśliwe życie aż do wczoraj, bo wczoraj matka zadzwoniła do niej z żądaniem, by wróciła do domu i zajęła się bratem, bo ona jest chora i niewiele czasu jej zostało, a w zamian dostanie mieszkanie.
Hanka ma tutaj dobre życie, pracę i nie chce jechać, a do tego nadal ma żal i czuje nienawiść do matki, za pozbawione radości i miłości dzieciństwo. Zaproponowała więc że znajdzie dla brata dobry zakład opieki, bo sama nie chce się nim opiekować, a poza tym też ma dzieci, które potrzebują matki.
W odpowiedzi usłyszała stek wyzwisk. Mąż Hanki mówi jej, że podjęła słuszną decyzję.
A ona z jednej strony czuje się zawstydzona tym, że odmawia pomocy, a z drugiej nie chce całe życie opiekować się osobą niepełnosprawną, bo wie, że to będzie kosztem jej dzieci.
