Mąż całymi dniami nie robi niczego!

Jesteśmy małżeństwem już ponad dekadę. Mamy tylko jednego syna i staramy się go wychować do dobrego człowieka, chociaż “wychowujemy”, to może za dużo powiedziane, bo tak naprawdę wszystko jest tylko na moich barkach. Mąż nie robi w domu nic mimo, że pracuje tylko na pół etatu. Jeśli już natomiast coś zrobi, to zwykle jest to tylko bałagan. 

Czasami, gdy wracam do domu zastaję go z piwem w ręku, gapiącego się w ekran telewizora. Jeśli znudzi mu się już telewizor, zabiera się za telefon, a jeśli tam też nie znajdzie nic interesującego, to odpala komputer i zaczyna kilkugodzinny maraton z jakąś grą. Kiedyś nawet poskarżyłam się teściowej, która mieszka na wsi, że mąż nie robi nic w domu, nie pomaga mi i nie interesuje się dziećmi, ale wtedy usłyszałam tylko: “Jesteś żoną i to Twoje obowiązki! On jest mężczyzną i ma inne zajęcia. Poza tym powinnaś być wyrozumiała!”. Jak mam być wyrozumiała, kiedy padam ze zmęczenia, ponieważ pod moją nieobecność ubrudził całą kuchnię, a on nie ruszy się z miejsca, dopóki nie zobaczy do końca swojego głupiego serialu, więc wszystko muszę zrobić sama mimo, że pracowałam ponad 8 godzin? 

Nie chce też chodzić na spacery z dziećmi, w ogóle zresztą nie chce wychodzić z domu, przez co nie ma ani żadnych znajomych, ani przyjaciół. 

O intymności też mogę pomarzyć, ponieważ mąż nie ma ochoty na seks i ciągle się od niego wykręca. Tym razem to on ucieka od niego wymówkami typu “nie dzisiaj, boli mnie głowa!”. Jeśli już się to zdarza, to traktuje to jako smutny obowiązek, a potem ucieka do oglądania serialu albo do dalszego grania na komputerze. 

Poprosił mnie raz o to, abym kupiła mu podręczniki do angielskiego, dzięki czemu mógłby znaleźć w końcu jakąś inną pracę niż ta marna infolinia na pół etatu. Zgodziłam się. Był zadowolony, kiedy książki przyszły, ale gdy zobaczył, że jedna ma ponad 500 stron, szybko mu się odechciało uczyć i rzucił książki w kąt.

Sama robię wszystkie zakupy, opłacam rachunki i dbam o finanse, ponieważ on nie ma do tego głowy. 

Raz między jednym a drugim serialem zobaczył reklamę rowerka stacjonarnego i powiedział, że jakbyśmy taki mieli, to może za rok latem moglibyśmy się wybrać na wspólną wycieczkę rowerową. Kupiłam więc ten rowerek i… Mąż oczywiście nigdy go nie używał! Teraz służy mi czasami jako suszarka do prania. Mąż za to chyba już nie pojedzie na żadnym rowerze, bo z dnia na dzień jest coraz cięższy i nie wiem, jaki rower dałby radę go teraz udźwignąć. 

Czasami, gdy kończy mi się już cierpliwość, zabieram syna do moich rodziców i tam spędzam w spokoju parę dni. Kiedy wracam do domu, widzę to samo – leniwego męża na kanapie. Wydaje mi się, że gdybym z synem nagle zniknęła, to nawet by tego nie zauważył, a jedyne, co by się zmieniło, to ilość brudu. 

Miesiąc temu odwiedzili nas teściowie i przywieźli swoje domowe wyroby oraz mięsa ze świni, którą sami ubili. Mąż był zachwycony. Teściowie za to kiedy zobaczyli, jak wygląda nasze mieszkanie, bardzo szybko wrócili do siebie. 

Tak też żyjemy, ale ja mam tego dość. Być może ktoś sobie pomyśli o mnie, że jestem marudna i zrzędliwa, no i dobrze, niech tak myśli, ale niech też powie mi, czy sam tak mógłby żyć? Co powinnam z tym zrobić?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 10 =

Mąż całymi dniami nie robi niczego!