Martyna wzięła ślub z Grześkiem około trzy lata temu, przez ten czas byli nierozłączni. Kupili własne mieszkanie, spłacili samochód i często gdzieś razem wychodzili. W zeszłym roku podjęli decyzję dotyczącą powiększenia rodziny i szybko udało im się zrealizować plan – Martyna była w ciąży. Zorganizowali z tej okazji przyjęcie w rodzinnym gronie i podzielili się radosną nowiną. W drugim trymestrze Martyna zaczęła czuć się fatalnie, męczyły ją nudności, bóle głowy i miała częste wahania nastroju. Bardzo ją to męczyło i rozstrajało, musiała zrezygnować z pracy i przeszła na zwolnienie lekarskie.
Kobieta wiedziała, że takie sytuacje są częste w ciąży, ale denerwowało ją to, że nic nie może na to poradzić. Przed ciążą była poważną i zrównoważoną osobą, a teraz płakała przy każdej okazji – kiedy czuła się dobrze i gdy było jej źle. Wzruszała się przy byle pretekście, a jej mąż miał tego dość. Grzegorz nie był przyzwyczajony do takiego wydania żony, przywykł do spędzania czasu z kimś zupełnie innym, niedowierzał, że można rozpłakać się oglądając reklamę pasty do zębów! Często żartował z Martyny mówiąc, że ma nadzieję, iż nie zostanie jej to na zawsze, a później te żarty zamieniły się w wyrzut: „znowu wpadłaś w histerię”. Z dawnego uczucia nie pozostało zbyt wiele czułości w jego głosie.
Po trzech miesiącach nastrój kobiety nieznacznie się ustabilizował i zaczęła nad sobą panować, ale zwrot: „znowu wpadłaś w histerię” zakorzenił się w Grześku i zaczął go nadużywać, czym ranił swoją żonę. Pewnego dnia, kiedy mieli iść razem na badanie USG, mężczyzna nie stawił się o umówionej godzinie pod gabinetem. Martyna wydzwaniała do niego aż do momentu, kiedy musiała wejść do środka na wezwanie lekarza. Grzesiek nie odbierał telefonu, ponieważ zostawił go w aucie i nie miał czasu go zabrać, by dać znać żonie, że nie da rady przyjechać.
Martyna była na niego zła, chciała, żeby był przy tym badaniu, a on nawet nie zadzwonił. Oczywiście Grzesiek znowu uznał, że żona histeryzuje i wyszedł z domu, a potem znalazł się w barze z przyjaciółmi, zapominając, że niedługo na świat przyjdzie jego dziecko. Zaczął unikać Martyny i mało przebywał w domu, aż w końcu spakował rzeczy i wyjechał do rodziców. Na odchodne powiedział Martynie, że jak przestanie histeryzować, to on wróci do domu. Nie rozumiał, że żona właśnie wtedy potrzebowała go najbardziej, bo ciężko jej było funkcjonować z wielkim brzuchem, a poród mógł się zacząć lada dzień. Martyna powiedziała mu wtedy, że jeśli wyjdzie, to może nigdy nie wracać, a on zabrał rzeczy i zamknął za sobą drzwi. Kobieta nie zastanawiała się ani chwili, wiedziała co musi zrobić i następnego dnia złożyła pozew rozwodowy.
