Mój brat i ja czujemy się, jakbyśmy byli sierotami, chociaż oboje nasi rodzice żyją. Kiedyś tłumaczyli nam, że mieszkają razem tylko dla nas. Z czasem dochodzę do wniosku, że nie mówili prawdy. Byli razem, bo nie chcieli wywoływać skandalu, jakim kiedyś był rozwód.
Nasz rodzina była zwyczajna. Mieliśmy zapewnione wszystko, co potrzebne. Chodziliśmy czysto ubrani, nakarmieni i z pozoru wszystko wyglądało dobrze. Można powiedzieć, że z obowiązkami codziennymi rodzice radzili sobie doskonale. Jedynie ze swoim małżeństwem sobie nie radzili. W naszym domu albo rozlegały się codzienne awantury, albo zalegała w nim cisza na wiele tygodni.
Cały ten cyrk trwał około piętnastu lat. Według opinii publicznej uchodziliśmy za wzorową rodzinę i nikt by się nie domyślił, że rozwód wisi na włosku.
Publicznie uśmiechnięci i szczęśliwi, w domu rzucali się sobie do gardeł. Mogliśmy z bratem jedynie chować się po pokojach i zatykać uszy.
Wielokrotnie w trakcie dorastania pytałam mamy dlaczego się nie rozstaną. Twierdziła, że są ze sobą tylko i wyłącznie dla nas. Uważali, że mają obowiązek zapewnić nam pełną rodzinę. My z kolei wcale nie byliśmy pewni czy tego właśnie chcieli. Zawsze czuliśmy się winni temu, że przez nas tak muszą się męczyć.
Zarówno ojciec, jak i matka, mieli swoich kochanków. Nie raz widzieliśmy, gdy mamę przywoził jakiś facet a ojciec pachniał czasami damskimi perfumami.
Kiedy mój brat skończył dziewiętnaście lat a ja miałam siedemnaście, rodzice w końcu złożyli pozew o rozwód. Właśnie kończyłam zawodówkę i rodzice doszli do wniosku, że nie będą mnie już utrzymywać, więc nie mogłam iść się dalej uczyć. Musiałam szukać pracy.
Sprawę rozwodu i podziału majątku załatwili bardzo szybko i każde z nich zaczęło w końcu żyć swoim życiem.
W swoim nowym życiu żadne z nich nie znalazło już miejsca dla nas. Nie spotykają się z nami, bardzo rzadko dzwonią. Nie złożyli mi nawet życzeń na urodziny!
To mnie tak ubodło, że postanowiłam zadzwonić do mamy.
– Mamo, nie masz zamiaru złożyć mi chociaż życzeń urodzinowych? Miałam je w zeszłym tygodniu. Obchodzi Cię to jeszcze? – zapytałam z żalem.
– Poświęciłam Ci już całe swoje życie, żebyś miała wszystko w dzieciństwie! Odmawiałam sobie każdej przyjemności, cierpiałam przy Twoim ojcu. Mam teraz prawo żyć tak, jak chcę! Czego ode mnie jeszcze chcesz? Nie zachowuj się jak mała dziewczynka! – odpowiedziała i się rozłączyła.
Później dowiedziałam się, że mój brat też do niej niedawno dzwonił i rzucał oskarżeniami o to, że jest wobec nas taka obojętna. Pokłócili się.
Brat doszedł do wniosku, że nie będzie utrzymywał kontaktów z rodzicami. Nie ma zamiaru się im narzucać, skoro uważają, że już nie muszą na nas zwracać wcale uwagi. Zawsze był dosyć zawzięty, więc wiem, że dotrzyma postanowienia. Ja jestem trochę słabsza ale tym razem mam zamiar zrobić to samo co on.
Nie jestem w stanie zrozumieć ich zachowania. Niby tyle lat się dla nas poświęcali a teraz moglibyśmy dla nich nie istnieć…
