Miałam dosyć jego wiecznych pretensji, porównań do matki i wymagań.

Kiedy wychodziłam za mąż, w wieku dwudziestu sześciu lat, byłam przekonana, że moje życie będzie idealne. Półtora roku po ślubie urodziłam synka i wszystko układało się bardzo dobrze. Niestety kilka lat po ślubie, nie wiadomo z jakiego powodu, mąż zaczął mnie traktować zupełnie inaczej. Stwierdził, że jestem leniwa, że podczas urlopu macierzyńskiego nic nie robiłam i nie dokładałam się do budżetu domowego.

Dopiero niedawno dotarło do mnie co się dzieje. Tak bardzo chciałam wierzyć, że będzie perfekcyjnie, że nie widziałam znaków, byłam ślepa na więź łączącą mojego męża z matką.

Gdy patrzę na to z perspektywy czasu to widzę, że mąż ciągle dawał swoją matkę za przykład: świetnie uprawiała ogródek, dbała o rodzinę, wychowała sama dwójkę dzieci, pracowała zawodowo jako księgowa. Istny ideał, któremu nigdy nie będę w stanie sprostać ze swoją pracą na umowę zlecenie w systemie zmianowym.

Starałam się, naprawdę się starałam, by mąż był ze mnie zadowolony. Uprawiałam ogórek, zajmowałam się domem, wychowywałam syna, chodziłam do pracy. Jednak to nie wystarczało. Zawsze coś było nie tak. Zaczynałam mieć powoli dosyć ciągłych pretensji, chociaż wtedy jeszcze nie myślałam o rozwodzie. Chciałam, żeby syn wychował się w pełnej rodzinie.

Doszło do tego, że mąż kazał mi iść do drugiej pracy, bo według niego mój wkład w domowe finanse był zbyt mały. Nie rozumiał, że ja jestem zmęczona nawet przy jednej pracy, bo przecież pracuję także w domu. Stwierdził, że w takim razie on będzie wkładał do budżetu domowego taką samą kwotę jak ja, a resztę przeznaczy na siebie. Ręce mi opadły.
Zaczęły się coraz gorsze kłótnie. Miałam dosyć jego wiecznych pretensji, porównań do matki i wymagań. Miarka się przebrała w momencie, w którym mąż użył szantażu, że albo znajdę lepiej płatną pracę albo on wyprowadzi się do matki. Po pięciu latach małżeństwa zamieszkał znowu z mamusią a ja odetchnęłam z ulgą.

Udało mi się w niedługim czasie znaleźć inną pracę i wynająć mieszkanie. Rozwód był iście piekielny i zanim doszło do podziału majątku sporo musiałam znieść. Na szczęście mam już to za sobą. Teraz żyję sobie spokojnie wraz z synem, od czasu do czasu odwiedza mnie moja mama.

Moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jestem spokojna, zrelaksowana i szczęśliwa. Dziecko zdrowo się wychowuje, mam swój kąt, mam ciekawą pracę, dzięki której jestem w stanie się utrzymać. Od czasu do czasu ktoś z rodziny próbuje mnie z kimś wyswatać ale ja nie jestem zainteresowana nowym związkiem. Nie czuję się gorsza przez to, że jestem rozwódką. Wręcz przeciwnie. Mam wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia i nie zamierzam tego zmieniać tylko po to, by zadowolić innych.

Żyję szczęśliwie jako samotna matka a mój były mąż jest szczęśliwy mieszkając ze swoją mamą..

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Miałam dosyć jego wiecznych pretensji, porównań do matki i wymagań.