Miałem już dość wypominania, po prostu chciałem widywać się z córką bez zbędnych tłumaczeń

Pewnego dnia, jak zwykle, wróciłem do domu zmęczony pracą. Od progu powitał mnie obłędny zapach gulaszu i woń słodkich perfum narzeczonej. Wiedziałem, że moja mama była u nas w mieszkaniu, bo Zosia nie potrafiła gotować. Umiała zrobić tylko jakieś swoje fit sałatki, a ja potrzebowałem czegoś konkretnego po całym dniu na budowie. Dobrze, że mam mamę tak blisko i czasem wpadnie coś pomóc, bo nie wiem co bym zrobił.

Nie zdążyłem nawet usiąść do talerza, kiedy dostałem wiadomość od mojej byłej żony, nasza córeczka, Gosia, była chora i nie miał kto pojechać po leki. Nie zastanawiałem się nawet co robić, założyłem buty i zamierzałem wyjść z domu. Zośka nie była zadowolona, że znowu idę do byłej, samo wspomnienie o Joannie wywoływało w niej frustrację. Była zazdrosna nawet o moją córkę i gdyby mogła, zabroniła by mi się z nią widywać. Na szczęście nie miała nade mną takiej władzy, wiedziała, że utrzymujemy się tylko z mojej wypłaty i nie zamierzała iść do pracy, więc starała się hamować w komentarzach odnośnie Gosi. Ale nie żałowała epitetów na Aśkę, co doprowadzało mnie już do szału. Nie wiem ile razy już tłumaczyłem Zosi, że rozwiodłem się z Asią, ale nie zamierzam rezygnować z córki.

Po drodze wstąpiłem do apteki i wykupiłem wszystko, zgodnie z receptą, którą dostałem smsem od byłej żony i wszedłem do swojego poprzedniego mieszkania. Drzwi otworzyła mi przejęta Aśka, w szlafroku i z mokrą głową… Nagle wróciły do mnie wspomnienia, dobre chwile w naszym małżeństwie, a wcale nie było ich mało… Uśmiechnąłem się tylko i skierowałem do pokoju Gosi. Córeczka bardzo się ucieszyła na mój widok, ale wyglądała na bardzo osłabioną. Podałem jej antybiotyk i poczytałem książkę, aż zasnęła. Patrząc na śpiące dziecko uświadomiłem sobie jaki byłem głupi, że zamieniłem swoje cudowne życie rodzinne na mało rozgarniętą małolatę.

Moje małżeństwo z Joanną na początku było bardzo udane, problemy zaczęły się po urodzeniu Gosi. Bezsenne noce, brak zainteresowania ze strony żony, ciągłe rozdrażnienie, to wszystko sprawiało, że oddaliliśmy się od siebie. No i wygląd Aśki, strasznie przytyła i nie chciała nic z tym zrobić, choć moja mama oferowała się z pomocą przy wnuczce, by ona mogła poćwiczyć. Nie ukrywam, że wstyd mi za to, ale Aśka zaczęła mnie obrzydzać, nie była już tak atrakcyjna jak przed ciążą. No i pojawiła się Zośka, młoda, szczupła i seksowna, w dodatku bardzo zainteresowana mną. Wpadłem! Dałem się uwieść i zdradziłem żonę. Aśka mi tego nie wybaczyła, choć błagałem i przepraszałem. Rozwiedliśmy się, ale pozwoliła mi na kontakty z córką bez ograniczeń, za co jestem jej bardzo wdzięczny.

Od rozwodu minął rok, Asia bardzo się zmieniła, znowu jest atrakcyjna, nie umiem przestać o niej myśleć. Żałuję, że to wszystko zepsułem, wiem, że to tylko moja wina. Gdy wyszedłem z pokoju córki, Asia zaproponowała bym zjadł obiad, przepraszała, że wyciągnęła mnie z domu. Przygotowała mój ulubiony makaron z kurczakiem, zjadłem ze smakiem, cały czas wpatrując się w byłą żonę. Później podała mi herbatę, taką jaką lubię – z jednym plasterkiem cytryny i łyżeczką cukru. Jak ja za tym tęskniłem! Długo rozmawialiśmy, a mój telefon ciągle wibrował, Zośka nie dawała mi spokoju. Nie wiem co ja w niej widziałem… przecież ona mnie nawet nie kocha, dobrze wiem, że jest ze mną tylko dla pieniędzy.

Kiedy dostrzegłem zmęczenie na twarzy Asi, wiedziałem, że powinienem już wracać do siebie, ale nie umiałem tak po prostu wyjść i wrócić do mieszkania. Nie mogłem jednak zostać, bardzo chciałem wziąć w ramiona Asię i pocałować ją, nie chodziło o namiętność, chciałem, by znowu mnie pokochała i wybaczyła moje błędy. I nagle wszystko prysło, Asia przeprosiła mnie i powiedziała, że na mnie już pora. A ja posłusznie poszedłem założyć buty, ale spojrzałem na nią i chciałem coś powiedzieć. Ona zawsze rozumiała mnie bez słów, nie zacząłem nic mówić, kiedy się odezwała:
– Nie, między nami już nic nie będzie. Proszę, idź już, bo chciałabym się położyć.
Nie musiała mówić nic więcej, wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy, ale wciąż miałem nadzieję. Pojechałem do matki na noc, nie chciałem wracać do Zosi. Wtedy postanowiłem, że czas skończyć z oszukiwaniem siebie i jej. Następnego dnia zerwałem zaręczyny i kazałem jej się wyprowadzić. Nie miałem ochoty być dłużej sponsorem jej zachcianek ani tłumaczyć się z każdej wizyty u córki.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 1 =

Miałem już dość wypominania, po prostu chciałem widywać się z córką bez zbędnych tłumaczeń