Annę poznałem, gdy mój syn miał 6 lat. Wcześniej nigdy nie była w małżeństwie, mimo, że jest w tym samym wieku co ja. Nie utrzymuję kontaktu z matką mojego dziecka, która nie bierze udziału w życiu naszego syna. Anna wiedziała, że mam dziecko i nie miała nic przeciwko. Początkowo próbowała udawać świetną gospodynię domową, ale jej to nie wychodziło.
Teraz mamy inny problem. Moja nowa żona bardzo krytykuje mojego 9-letniego syna i zarzuca mu wszystko, co tylko można. Ona po prostu nie lubi chłopca. Próbowałam z nią spokojnie na ten temat porozmawiać, ale to nie daje żadnego rezultatu. Żona nie rozumie, że dzieci nie można wychowywać tylko za pomocą kar i nakazów, a potrzebują one opieki i miłości. Traktuje syna tak zimno, że po prostu nie da się tego opisać, chociaż nie ma nawet ku temu obiektywnych powodów.
Mieszkamy w kawalerce, więc trudno, aby nie mieli ze sobą kontaktu. Żona jest już wściekła wtedy, kiedy syn chociaż spojrzy w jej kierunku. Jeśli o czymś rozmawiamy, a on wtrąci chociażby jedno słowo, to Anna od razu wpada w szał.
Bardzo mnie to niepokoi. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak traktuje moje dziecko? Przez to syn nigdy nie nawiąże z nią bliższych relacji i nie będzie traktować jak swojej matki, no chyba, że jakimś cudem się to zmieni. Ja z kolei nie mogę się rozerwać i jestem jak między młotem a kowadłem. Kiedy wstawiam się za synem, Anna się wścieka, bo uważa, że dzieci i ryby głosu nie mają. A co, to ona sama nigdy nie była dzieckiem i nie wie, że ten moment w życiu rządzi się swoimi prawami? Nie ma za grosz wyczucia ani taktu.
Kiedyś krzyknęła na syna tylko dlatego, że podrzucił piłkę do sufitu. Od tego czasu w ogóle z nim nie rozmawia, nawet nie odpowiada na “cześć”. Tylko coś gada pod nosem i się oburza. Co mam zrobić? Nie ma już siły patrzeć na to wszystko. Może już mnie nie kocha, dlatego jest taka zła? A może po prostu nie chce być częścią naszej rodziny? Jak myślicie?
