Mój tata w ciągu minuty zrujnował najważniejszy dzień w moim życiu

Już jako mała dziewczynka marzyłam o pięknym ślubie, wszystkie kobiety w mojej rodzinie powtarzały mi „Asia, pamiętaj, Twój ślub musi być idealny”. No i żyłam z przekonaniem, że właśnie taki będzie! Salę zamawiałam już trzy lata wcześniej, suknię szyła dla mnie znana projektantka, zatrudniłam specjalną doradczynię, by zadbała o każdy szczegół, wedle mojego pomysłu. Bartka pilnowałam jak oka w głowie, żeby przypadkiem się nie rozmyślił, na szczęście świetnie gotuję, a on uwielbia jeść. Oczywiście żartuję, my po prostu jesteśmy dla siebie stworzeni, oboje nie mogliśmy się doczekać aż w końcu zostaniemy małżeństwem.

Nic nie zapowiadało katastrofy, mieliśmy wszystkie szczegóły dopięte na ostatni guzik. I wreszcie nadszedł ten dzień. Zgodnie z tradycją, przed ślubem przyjechał do nas mój przyszły mąż wraz ze świadkiem i rodzicami na błogosławieństwo. Do ślubu została jeszcze godzina, więc mój tata wymyślił, że poleje Bartkowi swojego bimbru „na odwagę”… Nikt nigdy nie chciał pić z tatą tych jego specyfików, błagałam go, żeby sobie darował, mój narzeczony rzadko spożywa jakikolwiek alkohol, bałam się, że mu zaszkodzi. Tym bardziej, że tego dnia nic jeszcze nie jadł. Z niewielkim obrzydzeniem przechylił kieliszek podany przez tatę, a za kolejny już podziękował i pojechaliśmy pod kościół. Oprawa ślubu była przepiękna, moje kuzynki grały na skrzypcach i flecie, a przyjaciółka śpiewała pieśni, byłam wzruszona. Potem ksiądz ogłosił nas małżeństwem i pojechaliśmy na salę weselną.

Przez pierwsze kilka godzin wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam, pyszne jedzenie, muzyka na żywo, uśmiechnięci goście… Nie mogło być lepiej! Tylko Bartek jakiś taki struty chodził, ale mówił, że jest w porządku i pewnie mu przejdzie. Widziałam, że nic nie jadł, ani nie pił, niepokoiłam się trochę. Przy którymś z kolei „gorzko, gorzko”, kiedy miał mnie pocałować, nagle zbladł i zwymiotował, brudząc przy okazji moje buty i pięknie zdobioną suknię. Wybiegłam zapłakana do łazienki, moja mama i świadkowa przybyły za mną i próbowały ratować sytuację, a ja wciąż powtarzałam, że mój ślub jest zrujnowany. Miałam pretensje do ojca, że nie mógł się powstrzymać i wmusił w Bartka ten swój stary bimber!

Sukni nie udało się uratować, a ja nie chciałam wracać do gości. Poprosiłam mamę, żeby pożegnała ode mnie gości i przeprosiła, że nie mogę uczestniczyć w przyjęciu. Wymknęłam się do pokoju, który wynajęliśmy na piętrze i przebrałam się w piżamę. Mój Bartek już leżał w łóżku, skarżąc się na ogromny ból żołądka, wymiotował potem jeszcze kilka razy, na szczęście w toalecie. To nie było wesele moich marzeń. Mimo, że tworzymy świetne małżeństwo, nie lubię wspominać dnia naszego ślubu, a mój tata długo musiał nas przepraszać, bym mu w końcu wybaczyła.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × cztery =

Mój tata w ciągu minuty zrujnował najważniejszy dzień w moim życiu