Moja córka, Natalia, wyszła za Łukasza już trzy lata temu. Początkowo zamieszkali ze mną na wsi, bo mam duży dom, ale bardzo chcieli spróbować życia w mieście. Wraz z rodzicami Łukasza postanowiliśmy dołożyć im po kilkadziesiąt tysięcy, by mogli z niewielkim kredytem spełnić swoje marzenie. Oboje pracowali, więc rata z hipoteki nie stanowiła dla nich problemu, a za oszczędności zgromadzone z wesela szybko wyremontowali zakupione mieszkanie. Po czterech miesiącach od wyprowadzki Natalia powiedziała mi, że jest w ciąży. Ucieszyłam się, bo bardzo chciałam zostać babcią, ale to nie była jedyna wiadomość tamtego dnia – moja córka ze smutkiem przyznała, że Łukasz został bez pracy. Postanowiłam, że pomogę im zakupić wyprawkę dla dziecka, a teściowie od razu podchwycili ten pomysł i wspólnie kupiliśmy funkcjonalny wózek, łóżeczko, nosidełko i wszelkiego rodzaju ubranka i akcesoria niezbędne w pierwszych miesiącach życia. Kiedy moja córka urodziła Leonka, Łukasz wciąż nie miał pracy, więc jego rodzice i ja nadal pomagaliśmy im finansowo.
Minął rok od utraty pracy przez Łukasza, a on wciąż nie podjął nowego zatrudnienia. Męczyło mnie to już, miałam swoje wydatki i powoli kończyły mi się oszczędności, więc zadzwoniłam do Natalki, żeby dowiedzieć się dlaczego jej mąż wciąż nie pracuje. W odpowiedzi usłyszałam, że ma za wysokie wykształcenie, żeby pracować byle gdzie i czeka na dobrą ofertę zatrudnienia w pewnej firmie. Mojego zięcia nie interesowało to, że ma dziecko na utrzymaniu, tylko czekał aż zwolni się etat w konkretnej firmie! Zdenerwowałam się i powiedziałam córce, że gdyby Łukasz był faktycznie takim świetnym specjalistą, to już dawno by go zatrudnili, a nie zwodzili, że nie mają dla niego akurat etatu, przez rok. Poprosiłam, żeby przemówiła mu do rozsądku, bo ja nie mogłam już dłużej dokładać im do rachunków.
Natalia miała na ten temat własne zdanie, wychodziła z założenia, że nie ma sensu tracić czasu na rozmowy kwalifikacyjne, skoro już obiecali Łukaszowi, że go przyjmą, tylko po prostu nie dali znać kiedy. Oczywiście moja córka obraziła się na mnie, że przestałam im pomagać finansowo i odezwała się dopiero niedawno, przed świętami. Zgodziłam się przygotować część dań na Wielkanoc i umówiłam się z jej teściową, że ona przygotuje resztę, bo przecież córka nie jest w stanie zorganizować sama świąt, bo nie ma pieniędzy… A Łukasz wciąż nie poszedł do żadnej pracy, choć mój wnuk za chwilę kończy rok. Z tego co wiem, również jego rodzice mają dość wiecznego dokładania im pieniędzy i po świętach chcą odciąć ich od pieniędzy w nadziei, że Łukasz opamięta się i poszuka pracy, chociaż tymczasowo, zanim ta jego oferta życia w końcu wypali.
