Mamy tylko jedno dziecko, Dagmarę. Nasza córka zawsze miała wszystko i nigdy niczego jej nie brakowało. Razem z żoną zrobiliśmy wszystko, by zapewnić jej dobrą przyszłość – zdobyła wyższe wykształcenie, kupiliśmy dla niej mieszkanie, a nawet pierwszy samochód. Do dziś może liczyć na nasze wsparcie i pomoc, choć ma już prawie 30 lat. Nasze relacje nieznacznie się pogorszyły, gdy w wieku 24 lat wyszła za Patryka, który w naszej ocenie nie był dla niej. Ten mężczyzna wiecznie poszukuje pracy, ale w taki sposób, by jej finalnie nie znaleźć… Dagmara zakochała się w nim do szaleństwa i nie chciała nas słuchać, a ślub wzięła chyba bardziej dla zasady niż z przekonania, ponieważ zawsze twierdziła, że nie wierzy w małżeństwo. Pogodziliśmy się z jej wyborem i stopniowo odbudowaliśmy relację.
Przez pierwsze dwa lata moja córka była jedyną żywicielką rodziny, a Patryk wylegiwał się całymi dniami przed telewizorem. Zaczął dorywczo pracować, gdy okazało się, że Dagmara jest w ciąży, ale nigdy nie wytrzymał u jednego pracodawcy dłużej niż tydzień. Dagmara przeszła na urlop macierzyński i zaczęło im brakować pieniędzy, dziecko jednak kosztuje, szczególnie na początku. Córka zaczęła prosić nas o pożyczki, a my oczywiście nie odmawialiśmy. Po kilku miesiącach pożyczania pieniędzy byłem wściekły na córkę, nie rozumiałem dlaczego pozwala na takie zachowanie męża – nie dość, że nie zarabiał, to miał ogromne wymagania odnośnie jedzenia. Ale moja żona cały czas się nad nimi litowała i nie miałem nic do gadania.
Po pewnym czasie żona również zrozumiała, że tak dłużej być nie może, co to za życie u boku tak leniwego mężczyzny? Co to za ojciec? Postanowiliśmy przemówić obojgu do rozsądku, ale w efekcie tylko się z nimi pokłóciliśmy… Tydzień temu Dagmara ze łzami zadzwoniła do nas po kolejną pożyczkę, ale wówczas już postawiłem warunek – albo rozwiedzie się z mężem, albo przestaniemy jej pomagać. Nie widzę potrzeby finansowania tego darmozjada!
