Mój zięć w ciągu ośmiu miesięcy już cztery razy zmieniał pracę. Żadna nie jest dla niego na tyle dobra, by chcieć zapewnić jedzenie rodzinie.

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o mojej sąsiadce i jej dylematach. Bożena jest w rozterce, bo nie wie czy dobrze postępuje, jednak z drugiej strony uważa, że w innym wypadku jej zięć niczego się nie nauczy.

Bożena do pewnego momentu mieszkała obok mnie wraz z córką, którą wychowywała sama. Dziewczyna dorosła, poznała Pawła i wzięła ślub. Młodzi, ze względu na finanse, zamieszkali u Bożeny.

Moja sąsiadka od samego początku nie przepadała za Pawłem, jednak nie wyrażała na głos swoich opinii, ponieważ nie chciała się mieszać w sprawy córki. Wszystko się zmieniło, kiedy na świat przyszedł jej wnuczek.

– Mężczyzn można podzielić na dwie kategorie: tych, którzy wszystko umieją zrobić sami i tych, którzy przy braku umiejętności płacą za wszystko. Niestety najwyraźniej mój zięć nie należy do żadnej z tych kategorii. – powiedziała mi ostatnio rozżalona Bożenka.

Jej córka po urodzeniu syna siedzi na urlopie macierzyńskim a ojciec dziecka nie potrafi utrzymać się na dłużej w żadnej pracy. Co chwilę jest bezrobotny i tylko od czasu do czasu bierze jakieś fuchy.

Bożena jest obciążona wszystkimi opłatami, ponieważ Paweł nie jest w stanie pokryć rachunków swojej rodziny. I gdyby chodziło tylko o opłaty mieszkaniowe, sąsiadka pewnie przymknęła by oko. Jednak córka zaczęła prosić ją o pieniądze na życie. Niby w formie pożyczki ale przecież wiadomo, że nie będzie miała z czego oddać. Bożena jej odmawia, chociaż serce ją boli, bo chciałaby, żeby jej córka i wnuk dobrze się odżywiali. Zawzięła się jednak, bo nie zamierza karmić zięcia.

–Paweł w ciągu ośmiu miesięcy zmieniał pracę cztery razy. Teraz też złożył wypowiedzenie. Podobno praca nie spełniała jego oczekiwań. – żali mi się Bożena. – Znowu szuka pracy i pewnie będzie siedział ze dwa miesiące na kanapie. – wzdycha.

Chcąc ją uspokoić powiedziałam, że teraz ciężko o dobrą pracę, jednak Bożena jest przekonana, że Paweł jest zwyczajnie leniwy i nieodpowiedzialny. Jej zdaniem powinien pracować gdziekolwiek, byleby zapewnić byt swojej rodzinie. Żaden porządny mężczyzna nie dopuściłby do tego, żeby jego żona i syn chodzili głodni.

Paweł z kolei uważa, że nie po to kończył studia, żeby teraz pracować jako stróż czy konserwator. Nie chce pracować fizycznie, bo podobno ma problemy z kręgosłupem. Nie będzie też siedział w biurze po dwanaście godzin. Ani pracował na dworze, żeby moknąć czy marznąć.

Ostatnio Martyna znowu przyszła do matki prosić o pieniądze. Bożena odmówiła:

– Córcia, nie dam ci już ani grosza. Dobrze wiesz, że ty i twój syn zawsze dostaniecie ode mnie jedzenie. Przecież nie chodzicie głodni, prawda? Jednak gotówki ode mnie nie dostaniesz.

– To co dam Pawłowi do jedzenia? – zmartwiła się Martyna.

– Słuchaj córcia, to dorosły mężczyzna, ojciec rodziny. Jeżeli nie potrafi zapracować nawet na własne jedzenie, nie wspomnę o waszym, to już nie mój problem a jego.

Taka sytuacja trwa już od tygodnia. Bożena nie ma pojęcia co jada jej zięć. Podejrzewa, że córka daje mu część swojej porcji. Szkoda, bo być może młody czegoś by się nauczył i zaczął mniej wybrzydzać przy wyborze pracy.
Nie wszyscy znajomi Bożeny popierają jej podejście do sprawy. Niektórzy uważają, że zrobiła sobie śmiertelnego wroga z zięcia, bo nigdy jej nie wybaczy upokorzenia. Poza tym ich zdaniem może tym sposobem doprowadzić do rozpadu małżeństwa.

A Wy jak sądzicie? Czy Bożena dobrze robi, próbując zmotywować mężczyznę do pracy? Czy może nie powinna mu żałować talerza zupy?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + 13 =

Mój zięć w ciągu ośmiu miesięcy już cztery razy zmieniał pracę. Żadna nie jest dla niego na tyle dobra, by chcieć zapewnić jedzenie rodzinie.