Mój zięć zaproponował mi kawę na balkonie, a potem zasugerował coś okropnego

W sobotnie przedpołudnie wybrałam się do mojej córki w odwiedziny. Zapowiedziałam się już tydzień wcześniej, ale oczywiście Wiktoria zapomniała i umówiła się do kosmetyczki na rano, więc drzwi otworzył mi zdziwiony zięć. Wyjaśniłam Jackowi, że umówiłam się na kawę z córką, a on zaprosił mnie do salonu i na dłuższą chwilę zniknął w sypialni. Przyszedł po około 10 minutach i zaproponował wspólną kawę na balkonie, zanim wróci Wiktoria. Był bardzo słoneczny letni dzień, więc chętnie się zgodziłam, choć nie przepadałam za zięciem. Kiedy usiedliśmy na zewnątrz, Jacek podszedł do barierki i wpatrywał się z zaciekawieniem na dół, myślałam, że może Wika wraca, więc zapytałam czy może ją widzi. On, jakby mnie nie słysząc, ożywił się i zadał mi pytanie:
– Pani Natalio, jak pani myśli, ile czasu minie zanim człowiek spadnie na ziemię z siódmego piętra?

Przeszedł mnie dreszcz i musiałam upewnić się czy nie miał nic złego na myśli, poprosiłam o wyjaśnienia. Jacek pytająco spojrzał w moim kierunku i powiedział:
– Na przykład kobieta o pani posturze, chyba nie zajęłoby to więcej niż kilka sekund? Może trzy lub cztery? Jak pani myśli?
Osłupiałam, czyżby aż tak mnie nie lubił? Na szczęście nie czekał na moją odpowiedź i szybko wyszedł znowu do sypialni, zostawiając mnie samą na balkonie. Modliłam się, żeby moja córka jak najszybciej wróciła do domu, bo zaczynała się bać. Wtedy wpadłam na pomysł, że pójdę do toalety i pod pretekstem nietolerancji laktozy, którą podał mi w kawie, przeczekam do powrotu Wiktorii. Na szczęście po kilku minutach przyszła moja córka.

Wybiegłam z łazienki i przytuliłam ją, a potem z przerażeniem szepnęłam do ucha, że jej mąż oszalał. Nie zdążyłam jednak niczego jej wyjaśnić, bo Jacek nam przerwał i zawołał ją na balkon. Próbowałam ją zatrzymać, ale zięć pociągnął ją za rękę i wyprowadził na balkon. Nie było wyjścia, wyszłam za nimi i powiedziałam:
– Nie będziesz nikogo zrzucał z balkonu!
Czułam przypływ adrenaliny, zasłoniłam córkę własnym ciałem, a on nawet tego nie zauważył, był ożywiony i w zupełnie innym świecie:
– Dokładnie… zrzucał z balkonu… Wika, jak myślisz, ile czasu spadałaby osoba postury twojej mamy od nas z balkonu?

Moja córka, niczego nieświadoma, zbliżyła się do poręczy i wychyliła w dół, po czym odparła:
– Myślę, że maksymalnie 3 sekundy, nie więcej.
– Tak też mi się wydawało, dziękuję.
Moje serce waliło jak oszalałe, ale zdołałam wydusić z siebie krótkie zdania:
– Wika, co się dzieje? Co Wy planujecie?

– Mamo, o czym ty mówisz? – spytała moja córka.
– Przecież słyszę, że chcecie mnie zrzucić z siódmego piętra…
Moja córka nieco mnie uspokoiła mówiąc:
– Mamo, nikt nikogo nie będzie stąd zrzucał, uspokój się. Jacek pisze książkę i uparł się, żeby opisać każdy najdrobniejszy szczegół akcji. Od tygodnia męczy mnie podobnymi pytaniami.
A potem zwróciła się do męża:
– Jacek, przez ciebie mama mogła dostać zawału, mógłbyś się uspokoić chociaż wtedy, kiedy mamy gości.
Mój zięć znowu nie słuchał, wbiegł do sypialni i zamknął drzwi. Wiktoria mówiła, że ma tam swoje królestwo z laptopem, na którym pisze książkę.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 1 =

Mój zięć zaproponował mi kawę na balkonie, a potem zasugerował coś okropnego