Z Jankiem znam się od ponad 10 lat i zawsze uważałem, że ma głupie pomysły, ale to, co wymyślił ostatnio zasługuje na jakąś nagrodę dla głupca roku. Nigdy nie poznałem jego żony, słyszałem jedynie o niej z opowieści Jana, według których Ania jest bardzo spokojną i ugodową kobietą. Ich małżeństwo nie trwało długo, bo zaledwie 3 lata, ale wiem, że planowali mieć dzieci i kupić większe mieszkanie, a na realizację tych marzeń oboje ciężko pracowali, żyjąc sobie spokojnie i zgodnie, bez kłótni. Niestety Janek nie umiał pokonać swojej natury i wymyślił sobie, że musi nadać ich relacji odrobinę ekspresji i dać sobie zastrzyk adrenaliny.
Zaczął wymyślać różne intrygi i prowokować żonę do złości i zazdrości. Wymyślił, że zacznie ją porównywać do żon kolegów i udowadniać jej, że w różnych aspektach jest od nich gorsza. Opowiadał, że inne żony pieką pyszne ciasta, które koledzy przynoszą do pracy i się z nim dzielą, twierdził, że ona nigdy nic tak dobrego dla niego nie przygotowała. Mówił też, że żony kolegów odwożą ich i odbierają z pracy, a Ania nawet nie miała prawa jazdy, więc w tym też była gorsza. Codziennie wymyślał inne powody, by żonie było przykro lub aby ją rozzłościć, choć w rzeczywistości bardzo ją kochał i uważał, że jest najlepsza.
Kiedy Ania reagowała dokładnie tak, jak sobie to zaplanował, zapragnął posunąć się odrobinę dalej i powiedział jej, że ją zdradził i kochanka okazała się fantastyczna w łóżku i teraz nie wie co ma zrobić. Ania patrzyła na niego bez emocji i nic nie odpowiedziała. Nie pomogło tłumaczenie, że to był żart, kłamstwo, głupota, było już po prostu za późno. Ania podjęła decyzję o rozwodzie, miała dość jego żartów i grania na emocjach. Złożyła pozew rozwodowy i odebrała mu mieszkanie, które kupili razem. Tak się skończyły żarty, który nie śmieszyły nikogo poza Jankiem.
