Moja córka nie miała łatwo w młodości i taki sam los szykuje własnemu dziecku.

Życie mnie nie oszczędzało, przeżyłam dwóch mężów, biedę i próbowałam przy tym wszystkim wychować córkę. Mój wnuk niedługo kończy szkołę średnią i chciałabym, by mógł kształcić się dalej, ale sama mogę nie dać rady uzbierać na tyle pieniędzy, by spokojnie mógł studiować, bez martwienia się o podstawowe potrzeby. Moja córka wydaje spadek po mężu na prawo i lewo, a o Wojtku nie pomyśli! Nie wiem co z niej za matka! Dba tylko o swoje potrzeby i w ogóle nie martwi się o przyszłość, nie da sobie nic przetłumaczyć. Jeździ na wycieczki, kupuje drogie ubrania, na syna też wydaje, ale niekoniecznie na artykuły pierwszej potrzeby. No i nie odłożyła jeszcze ani złotówki!

Marta ma 38 lat i jest wdową, pół roku temu zmarł jej mąż, Piotr, zostawiając po sobie spory spadek i rentowną firmę. Teraz moja córka sama wychowuje 16-letniego Wojtka. Jako dziecko, Marta nie miała łatwo, jej biologiczny ojciec, który nie był moim mężem, zostawił mnie, gdy dowiedział się o ciąży, a mój kolejny partner, całe życie wypominał pasierbicy, że łoży na nią, mimo, iż nie jest jego córką. Kochałam go, ale on nie kochał Marty, co wiecznie było naszą kością niezgody. Kiedy zmarł, ponownie wyszłam za mąż, ale sytuacja Marty nie poprawiła się, wciąż miała wytykane, że jest tylko pasierbicą. Nie umiałam sprawić, by moi mężowie kochali ją jak własną córkę.

Życie Marty uległo całkowitej przemianie, kiedy wyszła za Piotra. Mężczyzna miał już dobrze rokującą firmę i własne mieszkanie, a moja córka u jego boku żyła jak królowa. Urodziła Wojtka, zrezygnowała z pracy i oddała się wychowaniu dziecka. Posyłała go do najlepszych szkół i było ją stać na wszystko, o czym marzyła. Cieszyłam się jej szczęściem, ale było mi przykro, że o mnie zapomniała. Kiedy zachorował mój drugi mąż, poprosiłam Martę o pieniądze na skomplikowaną operację, która miała uratować jego życie, ale córka mi odmówiła, twierdząc, że nic nie jest mu winna. Dopiero po jego śmierci się opamiętała i przypomniała sobie, że ma matkę. Zaczęła mi pomagać, czasem zrobiła zakupy, pomagała opłacać rachunki i odwiedzała mnie, gdy tylko mogła, ale to było jeszcze za życia męża Marty.

Kiedy zmarł Piotrek, mój zięć, Marta zupełnie zwariowała, nie dosłownie, ale nie umiem tego inaczej określić. Jednocześnie opłakiwała go po nagłej śmierci i trwoniła jego majątek, który jej zostawił. Nie chciała prowadzić jego firmy, a Wojtek był za młody, by przejąć interesy ojca. Marta musiała zatrudnić zaufanego człowieka na stanowisku prezesa, ale firma i tak upadła. Gdyby moja córka żyła skromniej, zapewne wystarczyłoby pieniędzy ze spadku do końca życia Wojtusia, ale ona nie wiedziała jak zarządzać majątkiem. Prosiłam ją, by wydawała mniej albo inwestowała w złoto lub nieruchomości. Próbowałam ją otrzeźwić i przypomnieć, że ma dziecko, które niedługo będzie dorosłe i trzeba go będzie wysłać na studia, ale Marta myślała tylko o sobie. Robiła mi wyrzuty, że o jej przyszłości nikt nie myślał, ojciec ją zostawił, ojczymowie nią gardzili, a ja trzymałam ich stronę. To ostatnie złamało mi serce, nie wiedziałam, że córka tak to widziała.

Kocham moją córkę i zawsze kochałam, przykro mi, że żyła w przeświadczeniu, że podzielam zdanie moich mężów, którym zawsze było szkoda wydawać pieniędzy na nie swoją córkę. Nie miałam wyjścia, żeby nas jakoś utrzymać, musiałam z nimi żyć, a i tak nie wiodło nam się najlepiej. Nie posłałam Marty na studia, ale tylko dlatego, że nie było mnie na to stać. Gdybym wtedy dysponowała takimi pieniędzmi, jak ona dzisiaj, ani chwili bym się nie zastanawiała, tylko odłożyłabym część na jej edukację. Niestety dla Marty liczy się tylko własny komfort, dlatego sama muszę zadbać o wykształcenie wnuka, bo moja córka – jak to sama określiła – chce w końcu zacząć żyć.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + dziewięć =

Moja córka nie miała łatwo w młodości i taki sam los szykuje własnemu dziecku.