Codziennie rano czekam na telefon od mojej mamy z pobudką, gdybym jakimś cudem zaspała do pracy. Miałyśmy taki nasz zwyczaj od dziecka. Obje z mamą mieszkałyśmy same na końcu wsi. Dojazd do szkoły był utrudniony, musiałam zawsze rano być koło 6:30 na przystanku, aby bez spóźnienia do niej dotrzeć. Pracę zaczynała już od 6:30, więc kiedy ja musiałam wstawać, jej już nie było w domu. Zawsze starała się obudzić mnie dzwoniąc do mnie około 7:00. Mama nadal nie pogodziła się z tym, że nie mieszkam już z nią w rodzinnym domu, dlatego chce mieć kontrolę nad tym, co u nas słychać. Od paru lat jestem mężatką i mam dwójkę dzieci. Rozumiem, że mieszka sama, brakuje jej kontaktu z ludźmi, tęskni za mną i wnukami. Staram się poświęcać jej parę minut z rana, żeby uspokoić ją, że u nas wszystko dobrze. Zazwyczaj wystarcza jej krótka rozmowa, a czasem trzeba trochę dłużej z nią pogadać.
Nie mam serca jej powiedzieć dosadnie, aby dała mi trochę więcej przestrzeni. Rozumiem, że mieszkamy kawałek od siebie, ale z drugiej strony to nie jest koniec świata. Jeśli będzie chciała przyjechać to ją przyjmę i ugoszczę, ale nie zniosę dalej tych telefonów z rana, kiedy chcę poświęcić ten czas dla rodziny. Wiem, że jest sama i zawsze miała ciężkie życie, jednak nie może tak bardzo przekraczać granic. Znajdź tu człowieku dobry sposób na mamę…
