Moja synowa nie chce wprowadzić się do mieszkania, które kupiliśmy z mężem. Jej powody wydają mi się mało logiczne.

Mój syn i jego żona mieszkają w wynajmowanym mieszkaniu, choć od dawna bardzo chcieliby kupić własne. Wiadomo, że w tych czasach nawet przy dwóch średnich pensjach ciężko jest dostać kredyt albo cokolwiek odłożyć, a jeszcze przy tych cenach za wynajem, to już w ogóle. Artur i Basia oszczędzają już 6 lat, od tego czasu przeprowadzali się trzy razy, żeby zmniejszyć koszty wynajmu, za każdym razem dalej od centrum. Obecnie wynajmują zaniedbaną kawalerkę na obrzeżach miasta, a właścicielka mieszkania nie pozwala im nawet na najdrobniejszy remont. Gdy dowiedzieliśmy się, że nasza synowa spodziewa się dziecka, postanowiliśmy zmienić nasze plany i razem z mężem kupiliśmy mieszkanie z myślą o dzieciach. Chcieliśmy pomóc synowi i jego żonie, ale przede wszystkim chodziło nam o to, żeby później mieszkanie zapisać wnukowi.

Wraz z moim mężem oszczędzaliśmy pieniądze przez długie lata. Na emeryturze chcieliśmy wynająć nasze mieszkanie i wyjechać gdzieś, gdzie jest tanio i ciepło. Chcieliśmy żyć za oszczędności, emeryturę i pieniądze z wynajmu, ale mając na uwadze obecne realia na rynku nieruchomości stwierdziliśmy, że musimy pomóc synowi, żeby było mu lżej. Brakowało nam kilkadziesiąt tysięcy, więc wzięliśmy dodatkowo kredyt, ale udało nam się kupić całkiem fajne i ustawne mieszkanko – 64 metry kwadratowe, dwie sypialnie i przestronny salon z aneksem kuchennym. Wszystko wykończone w wysokim standardzie, umeblowana kuchnia i szafy w zabudowie w przedpokoju, brakowało tylko mebli w sypialniach i salonie, a tak to można się było wprowadzać. Wiedziałam, że oszczędności syna przewyższały potrzebny budżet, więc podczas świąt podarowaliśmy dzieciom klucze do mieszkania. Formalnie mieszkanie i niewielki kredyt były na nas i zamierzaliśmy wszystko spłacić, a księgę wieczystą zmienić dopiero po 18-tych urodzinach wnuka. Wydawało nam się to rozsądne, po co dwa razy płacić za notariusza?

Artur bardzo ucieszył się z prezentu, a synowa siedziała z posępną miną i nic nie mówiła. Następnego dnia syn do mnie zadzwonił i powiedział, że Basia nie chce wprowadzić się do nowego mieszkania, chciała na wszystko zapracować sama. Poprosiłam, żeby Artur przyjechał do nas i na spokojnie wyjaśnił co się dzieje, dopiero wtedy szczerze ze mną porozmawiał i w tajemnicy przekazał, że jego żona obawia się częstych wizyt z naszej strony i nadmiernej kontroli. Basia boi się, że nie będzie się czuła dobrze w naszym mieszkaniu… Twierdzi, że woli żyć na wynajmowanym, za własne pieniądze i kiedyś kupić coś wspólnie z mężem, bo nie chce się czuć wobec nas zobowiązana. Przykro mi, że nie powiedziała mi tego osobiście, przecież nie kupiliśmy tego mieszkania z myślą o jakiejkolwiek kontroli, tylko chcieliśmy ich odciążyć. Artur jest załamany, ucieszył się na myśl, że zmniejszą im się opłaty i będą mogli oszczędzać na dziecko, ale nie wie jak przekonać żonę, by przyjęła nasz prezent.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 + 5 =

Moja synowa nie chce wprowadzić się do mieszkania, które kupiliśmy z mężem. Jej powody wydają mi się mało logiczne.