Mój syn od wczesnego dzieciństwa był bardzo wrażliwy i dotykała go krzywda innych stworzeń. Przynosił do domu różne zwierzęta potrzebujące pomocy i mam wrażenie, że zostało z nim to do tej pory. Podejrzewam, że swoją obecną żonę również przygarnął z chęci pomocy. Aldona jest z zawodu nauczycielką, niczego się jeszcze nie dorobiła i z chęcią przyjęła propozycję Filipa, by po ślubie zamieszkali w naszym rodzinnym domu. Młodzi mieli w planach zarabiać pieniądze na własne mieszkanie, więc nie robiliśmy im problemu i pozwoliliśmy zatrzymać się u nas na jakiś czas. Nasz dom nie jest duży, mamy niewielki salon, kuchnię, dwie sypialnie, mój gabinet i jedną łazienkę. Każdy ma swój kąt, ale często mijamy się w pomieszczeniach wspólnych. Zaczęłam dostrzegać, że synowa jest jakaś dziwna – w ogóle z nami nie rozmawia i zachowuje się tak, jakby nas nie zauważała. Nie oczekuję od niej, że będzie ze mną prowadziła złożone rozmowy każdego dnia, ale jakieś zwykłe dzień dobry, to by chyba wypadało powiedzieć z rana. W dodatku Aldona nigdy po sobie nie sprząta, a ja nie mam zamiaru za każdym razem zbierać po niej brudnych naczyń czy robić za nią pranie!
Pewnego dnia nie wytrzymałam i zwróciłam jej delikatnie uwagę, by włożyła po sobie naczynia do zmywarki. Nie uwierzycie, ale synowa się na mnie obraziła i poszła na skargę do Filipa… Syn przyszedł i kazał mi ją przeprosić, w dodatku twierdził, że jego żona źle się czuje, gdy patrzę na nią oskarżycielsko i poprosił, żebym była dla niej milsza, bo ona bierze wszystko do siebie. Postanowiłam uważać na to w jaki sposób patrzę na synową, ale nie zbierałam za nią naczyń i w końcu zaczął to robić Filip. Kilka miesięcy później, gdy nadeszły wakacje, a Aldona miała przed sobą kilka tygodni wolnego od pracy, myślałam, że podejmie jakieś zlecenie, by móc szybciej odłożyć na ich własne mieszkanie, ale niestety się pomyliłam. Synowa wylegiwała się na kanapie przed telewizorem i wciąż w niczym mi nie pomagała. Po miesiącu odbyłam poważną rozmowę z synem, powiedziałam mu, że moim zdaniem Aldona powinna znaleźć pracę lub chociaż pomagać mi w gotowaniu obiadów i sprzątaniu, skoro i tak siedzi w domu. Dodałam, że nawet nasz kot jest bardziej pomocny niż ona, bo czasem złapie jakąś denerwującą muchę.
Okazało się, że synowa usłyszała fragment naszej rozmowy, po czym pobiegła do sypialni i spakowała swoje rzeczy z zamiarem opuszczenia domu. Histeryzowała, że porównałam ją ze zwierzęciem i Filip z trudem przekonał ją, by została. Niestety nic się nie zmieniło, ale po dwóch tygodniach mój syn przyszedł do mnie i oznajmił, że się wyprowadzają. Znaleźli jakieś mieszkanko w centrum i zamierzali je wynająć, ale wyprowadzając się, byli na nas obrażeni. Po kilku dniach syn zadzwonił, a po niedługim czasie zaczęli nas odwiedzać. Z bólem serca stwierdziłam, że Aldona się nie zmieniła, ale zaskoczyli mnie zaproszeniem do siebie. Gdy ich odwiedziliśmy, uderzyłam małym palcem od stopy w szafkę w łazience, która stała w dość niebezpiecznym miejscu, ale widziałam, że można ją przesunąć. Zaproponowałam to drobne przemeblowanie i ostrzegłam, że niczego nieświadomi goście mogą mieć takie same urazy jak ja, jeśli nic z tym nie zrobią. Oczywiście Aldona potraktowała to bardzo osobiście i odebrała jako wyrzut. Były też inne sytuacje, które synowa brała do siebie i w końcu Filip musiał interweniować – robiąc mi wyrzuty. Nie umiał zrozumieć, że to wszystko przez kompleksy jego żony, przecież ja nie miałam nigdy nic złego na myśli. Teraz nie tylko Aldona się do mnie nie odzywa, ale syn również. Być może tak jest lepiej.
