Moja teściowa truje nas w imię oszczędności

Takie historie często mają miejsce w wielu polskich domach. Teściowa ma swoje nawyki, a synowej nie do końca to pasuje. Jednak ta historia pokazuje, jak ciężko znaleźć wspólny język.

„Moje relacje z mamą mojego męża zawsze były dobre, więc gdy zmarł mój teść zabraliśmy ją do siebie, aby nie doskwierała jej samotność. Gdy tylko się wprowadziła, od razu było widać, że mamy różne poglądy na niektóre sprawy. Mimo, że nie jesteśmy bogaci, nie oszczędzamy na zakupach i kupujemy dobre jakościowo produkty. Moja teściowa ma na ten temat odmienne zdanie.”

Kiedyś zauważyłam na stole pokrojone nadgniłe jabłko więc wrzuciłam je do kosza. Następnego dnia sytuacja znowu się powtórzyła i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to moja teściowa naszykowała je sobie do zjedzenia.
– Dlaczego mama je zgniłe owoce, skoro w lodówce leżą dobre i świeże? – zagadnęłam w końcu moją teściową.
– A po co je wyrzucać? Ja sobie odkroję to, co już zgniło, a resztę zjem. Powariowali teraz z tymi cenami w sklepach, jak będziemy dobre rzeczy marnować, to niedługo na chleb nie będziemy mieli – tłumaczyła teściowa.


Potem zauważałam, że robiła tak ze wszystkim. Najpierw brała to, co już się psuło lub było po terminie, a dopiero w ostateczności sięgała po coś nowszego. W ten sposób większość rzeczy i tak się zaczynała psuć, czekając na swoją kolej, więc ciągle jadła zepsute jedzenie. To doprowadzało ją do kłopotów z żołądkiem, przez co potem musiała wydawać mnóstwo pieniędzy na tabletki i wizyty u lekarzy. Próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że to przez złą dietę, którą musi zmienić, ale ona upiera się przy tym, że tak po prostu ma od urodzenia.
Nie byłby to dla mnie aż tak duży problem, gdyby nie fakt, że teraz to teściowa zajmuje się gotowaniem i ciągle używa do tego nieświeżych rzeczy. To tylko kwestia czasu, aż wszyscy się pochorujemy. Kiedyś próbowałam wyrzucić z lodówki wszystko, co nie było już dobre, ale zostałam za to nazwana „rozrzutnicą” i „marnotrawcą”.
Teściowa poza gotowaniem uwielbia też szyć. Nie daj Boże, żeby zobaczyła, że wyrzucamy dziurawe skarpety albo stare ubrania – jej psychika, by tego nie wytrzymała.
Nie mamy potrzeby, aż tak oszczędzać, ale mąż prosi, abym szukała kompromisu i była cierpliwa. Tylko jak to zrobić?

Czy w tym przypadku teściowa ma rację? A może ty też tak robisz?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × jeden =

Moja teściowa truje nas w imię oszczędności