Moja młoda żona, wciąż poszukuje dla siebie odpowiedniej pracy. Ponad trzy lata temu, ukończyła studia dziennikarskie, pracowała w jakimś czasopiśmie dla nastolatków, pisała różne artykuły. Ze względu na ograniczoną liczbę odbiorców i fakt, że obecnie niewiele osób prenumeruje lub kupuje czasopisma detaliczne, z których informacje są swobodnie dostępne w Internecie, czasopismo zostało zamknięte.
Wciąż czekałem, aż żona znajdzie gdzieś pracę. Udawała, że jej szuka, kiedy nalegałem, poszła nawet na kilka rozmów kwalifikacyjnych, a potem ze łzami w oczach, powiedziała mi, że nie po to tak ciężko pracowała na uniwersytecie, żeby zostać kierowniczką sklepu z ubraniami.
Po naszych kłótniach, musiałem odejść od moich wymagań, bo inaczej niewiele brakowało, a bym się rozwiódł.
Ostatnio wpadła na nowy pomysł, będzie popularną blogerką.
Na urodziny zamówiła sobie u mnie drogi aparat fotograficzny, poprowadzi swój blog w YouTube.
Ja też oglądam YouTube, ale coś ciekawego i pouczającego, recenzje filmów i książek, lecz nie czyjeś wiercenie się i robienie śmiesznych min, co ona mogłaby nagrać i pokazywać ludziom?
Nie mam pojęcia, co zrobić z tą kobietą i jak sprawić, żeby zaczęła normalnie pracować. Nadal twierdzi, że muszę poczekać, aż nakręci swoje pierwsze filmy, nauczy się je montować, a następnie umieści je w Internecie. Jestem pewien, że kiedy to się stanie, zdążę posiwieć, a my nie zobaczymy żadnych pieniędzy.
Nie chcę wydawać na nią więcej pieniędzy, a ona znowu mówi o lampie pierścieniowej i mikrofonie.
Nie wiem, czy jej odmówić i dalej męczyć się z próbą, aby podjęła jakiś etat, czy po prostu pozwolić jej się dobrze bawić, o ile nie będzie to pochłaniało, więcej naszych oszczędności.
