Moja żona zawsze daje „złe” prezenty. Zbliżają się znowu święta i boję się nawet wyobrazić sobie, co tym razem mi da

Bardzo kocham moją żonę. Jest dobra, lojalna i rozumie bez słów, ale ma jedną wadę – nie wie, jak wybierać prezenty. Sto razy wyjaśniałem jej, co mi się podoba, nawet podesłałem jej stronę, z której może coś zamówić, a kiedy to nie zadziałało to poprosiłem ją o to, by dała mi w prezencie pieniądze i po prostu sam sobie coś kupię. Ona jednak zapewnia, że tym razem podaruje mi coś odpowiedniego, ale niestety – za każdym razem jest to samo a ja udaję, że cieszę się z prezentu tylko po to, aby jej nie urazić. 

Zauważyłem zaraz po ślubie, że ma z tym problem. Najwyraźniej w okresie narzeczeństwa pomagały jej koleżanki albo brat i trafiała z prezentami. Nie dawała mi nic ekskluzywnego, ale przynajmniej nie były to bezużyteczne bibeloty.

Chciałem czegoś nieszablonowego, ale milczałem. Gdybym tylko wiedział, co mnie będzie czekało potem! Po ślubie żona pokazała swoją „kreatywność” w całej okazałości.

W ciągu trzech lat małżeństwa otrzymałem od niej wiele „pięknych” prezentów. Perfumy o kobiecym zapachu, komplet wierteł do nie tego modelu wiertarki, który mam, brzydkie swetry oraz różnego rodzaju alkohole, których nie piję, bo nie lubię. Wydaje mi się, że mogę już napisać książkę zatytułowaną „czego nie dawać swojemu mężowi”.

Potem żona zaczęła dawać mi coś, co wzbudzi we mnie emocje. Na przykład dała mi do wykorzystania voucher na skoki spadochronowe, mimo, że mam lęk wysokości. Innym razem wzięła mnie zimą na punkt widokowy w górach. Dla mnie to koszar, ponieważ nie dość, źe wysoko, to jeszcze w mrozie, którego nienawidzę!

Najgorsze jest to, że wydaje na to ogromne pieniądze. Na imieniny dała mi voucher na bungee za 1000 złotych! Wcale ten prezent mi się nie podoba, ale musiałem udawać, że to strzał w dziesiątkę.

Na szczęście nasz pies zjadł ten prezent i wtedy naprawdę byłem z tego obrotu sprawy zadowolony. Voucher na skoki spadochronowe podarowałem z kolei koledze z pracy. Już sto razy wyjaśniałem żonie, że lepiej byłoby, gdyby się ze mną konsultowała przy robieniu takich prezentów, bo chyba nie wie, co mnie zadowoli naprawdę, ale ona uważa, że wtedy nie będzie żadnej niespodzianki, a o to tutaj chodzi. 

Prosiłem nawet o prezent w postaci pieniędzy, ale ta opcja je się nie spodobała:

– A jeśli jutro mnie zabraknie, to co zostanie Ci po mnie na pamiątkę? Tysiąc złotych?

Tak, z tym argumentem ciężko się kłócić.

Udaję więc, że się cieszyć, aby nie urazić mojej ukochanej, chociaż czuję, że wkrótce moja cierpliwość się skończy. Co więcej, zbliżają się święta i boję się nawet pomyśleć sobie, co tym razem mi da. Trzeba ćwiczyć udawaną radość, ale drżące oko zdradza wszystko.

 

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem + osiemnaście =

Moja żona zawsze daje „złe” prezenty. Zbliżają się znowu święta i boję się nawet wyobrazić sobie, co tym razem mi da