Myślała, że kotu dzieje się krzywda, gdy usłyszała hałasy spod bloku. Okazało się, że to nie kot wydawał dźwięki.

W pobliżu mojego bloku mieszka kot. Sąsiadka, pani Grażynka, która go dokarmia, nazwała go Azor, ponieważ zachowuje się zupełnie jak pies. Pewnego dnia wielu mieszkańców słyszało jak kot głośno miauczy, trwało to bardzo długo, ale nikt nie zwracał na to większej uwagi, tylko ta sąsiadka z parteru, która zajmowała się Azorem, postanowiła do niego wyjść i sprawdzić co się dzieje. Rozmawiałam z nią po wszystkim i powiedziała, że bała się o kota, myślała, że dzieje mu się jakaś krzywda. Już nie raz ktoś go skopał albo przeganiał spod bloku, zazwyczaj taki młody chłopak, który ewidentnie nie lubił zwierząt.

Sąsiadka wybiegła ratować Azora i podążała za źródłem dźwięku. Dotarła aż do wiaty śmietnikowej i była wręcz pewna, że ktoś tam zamknął biedne zwierzę, które nie umiało się uwolnić. Wiata była otwarta, a w środku płakało niemowlę! Do złudzenia przypominało to miauczenie kota, dlatego wszyscy daliśmy się zwieźć. Na szczęście pani Grażynka postanowiła interweniować, bo bez jej pomocy to dziecko najpewniej by zamarzło. Nasza bohaterka od razu podniosła dziecko i dostrzegła, że obok czuwał Azor, który własnym ciałem grzał niemowlę. Nigdzie nie było śladu matki, przy dziecku nie było też ani notatki, ani dokumentów.

Pani Grażynka zawiadomiła odpowiednie służby i w towarzystwie Azora oczekiwała na przyjazd karetki i policji. Tuląc dziecko do siebie, schowała się do klatki schodowej, by nie stać na mrozie, a kot niecierpliwie przechadzał się z kąta w kąt, wpatrując się w niemowlę. Mała dziewczynka miała na sobie ciepłe, nowe ubrania i wełnianą czapkę – widać było, że ktoś, kto ją porzucił bardzo o nią dbał. Znaleziono przy niej kilka pampersów, smoczek i jedno opakowanie mleka. Musiało się stać coś poważnego, że ktoś zdecydował się zostawić dziecko przy śmietniku.

Gdy pojawili się sanitariusze, pani Grażynka opowiedziała im wszystko ze szczegółami, chwaląc zachowanie kota. Azor w tym czasie bacznie przyglądał się sytuacji, jakby pilnował ludzkiego dziecka, które być może uznał za swoje własne. Kiedy zdał sobie sprawę, że dziecko zostanie zabrane, próbował wsiąść do karetki, ale jeden z lekarzy to zauważył i uniemożliwił mu wejście. Osobiście widziałam jak Azor jeszcze długie godziny spędził na chodniku, obserwując czy karetka nie wraca.

Dziewczynka okazała się zdrowa i obecnie oczekuje w izbie dziecka na odnalezienie jej rodziców. Policja zaangażowała się w poszukiwania, ale póki co nie udało im się nic ustalić. Najważniejsze, że jest bezpieczna. Za to Azor chodzi jakiś smutny i od dwóch dni śpi w pudełku, w którym znaleziono dziewczynkę.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + osiemnaście =

Myślała, że kotu dzieje się krzywda, gdy usłyszała hałasy spod bloku. Okazało się, że to nie kot wydawał dźwięki.