Razem z żoną wynajmujemy mieszkanie. Niedawno urodziła nam się córeczka, dlatego jest nam nieco ciężej pod względem finansowym.
Bardzo troszczę się o naszą rodzinę i chcę, aby zarówno żonie, jak i naszej małej córeczce niczego nie brakowało. Niestety, do spłacenia mamy kredyt gotówkowy, który zaciągnęliśmy na wesele, więc to dość duże zobowiązanie, któremu musimy sprostać. Przez to też póki co nie możemy nawet myśleć o kupnie własnego mieszkania – najpierw musimy spłacić to zadłużenie, które już mamy.
Moi rodzice przeprowadzili się kilka lat temu do Niemiec, więc nie mogą nam w niczym za bardzo pomóc. Matka mojej żony za to jest praktycznie naszą sąsiadką – mieszka blok obok. Teściowa jest właścicielką dwóch mieszkań. Jedno otrzymała w spadku po dziadku i to w nim mieszka, a drugie kupiła dla “swojej ukochanej jedynaczki”, ale póki co wynajmuje je studentom. Obie te nieruchomości znajdują się niedaleko od siebie.
Ja z moją ukochaną od początku mówiliśmy, że w żadnym wypadku nie chcemy mieszkać z rodzicami, bo to tylko skomplikuje sprawę i robiliśmy wszystko, aby do tego nie dopuścić. Wierzyliśmy, że dzięki wspólnej pracy kiedyś uda nam się mieć jakieś lokum na własność.
Teraz sytuacja na całym świecie jest dość trudna i niestety, nas też to nie ominęło – właściciel podniósł nam opłatę za wynajem, mówiąc, że czynsz i wszystkie media poszły w górę. Przez to niestety zrobiło się nam jeszcze ciężej – małe dziecko to studnia bez dna, a te większe opłaty tylko nas dobiły. Teściowa widząc, że jest nam ciężko, zaczęła nalegać na to, abyśmy się do niej wprowadzili. W końcu zajmuje sama duże mieszkanie, więc my moglibyśmy zaoszczędzić pieniądze, a ona będzie się czuła mniej samotna i pomoże nam przy dziecku.
Mam jednak dziwne wrażenie, że gdy z nią zamieszkamy, to od razu wszystko się zmieni i będzie dawać nam do zrozumienia, że jesteśmy u niej gośćmi i nie mieszkamy tutaj na takich samych prawach co ona. Poza tym chcę być mężczyzną, który sam utrzyma rodzinę, więc ta propozycja razi trochę w moją męskość.
Kiedyś kolega mówił mi, że miłość teściowej do zięci ajest tym większa, im większa jest między nimi odległość. Wolałbym zatem nie sprawiać, że dystans ten będzie mniejszy. Nie chcę po prostu, żeby nasze relacje się pogorszyły, bowiem wiem, że często bywa tak, że gdy żyje się z teściami pod jednym dachem, nagle napiętrzają się różne konflikty i nieporozumienia. Na pewno niektórzy uznają, że wymyślam sobie problem, ale dla mnie to naprawdę coś, co mnie gryzie i z czym nie mogę sobie poradzić.
Nie wiem jak powiedzieć teściowej, że mimo wszystko nie skorzystamy z jej propozycji? Teściowa jest niestety bardzo uparta i powtarza, że lepszego rozwiązania na pewno nie znajdziemy.
A może nie powinniśmy w naszej sytuacji za bardzo wybrzydzać i od razu się zgodzić na taki układ?
Chciałbym poznać opinię innych. Może ktoś był w podobnej sytuacji i z niej wybrnął bez ranienia uczuć innych?






