Najkrótsza konsultacja psychologiczna, jaką miałem okazję prowadzić

Jestem psychoterapeutą i spotykam się z różnymi historiami. Tego dnia to miała być już ostatnia i zaczynałem czuć zmęczenie. Nagle do mojego gabinetu weszła młoda kobieta, a za nią wtargnął mężczyzna po 40-tce i od progu zaczął się tłumaczyć:
– Wcale nie chciałem tu przychodzić, żona mnie zmusiła.
Ewidentnie był zdenerwowany, więc pozwoliłem mu się wygadać.
– Rozumiem.
– Co pan rozumie? Mój syn, to kretyn! – wykrzyknął.

Chciałem nakierować rozmowę na właściwe tory, więc zmieniłem taktykę i zacząłem zadawać pytania:
– Czy jakiś psychiatra zdiagnozował pana syna? Czy chodzi o kretyna sensu stricto?
Wtedy mężczyzna spojrzał na mnie, jakbym to ze mną był jakiś problem, a później odezwał się do żony:
– Kochanie, gdzie my właściwie jesteśmy?
Kobieta siedziała na sofie naprzeciw mnie i nie odezwała się słowem. Nie wiedziałem o co chodzi, więc również milczałem, czekając na wyjaśnienia.
– Z tego, co mówiła żona, jest pan psychoterapeutą. Proszę mi więc wytłumaczyć co mam teraz robić.
– Ale w jakim sensie? Nie rozumiem pana.

Mężczyzna przewrócił oczami i po chwili dodał:
– No z moim synem! Co mam robić?
– Ale nie wyjaśnił pan w czym jest problem…
Najwidoczniej nie spełniłem jego oczekiwań, bo minucie ciszy zwrócił się znowu do żony:
– Marta, skąd ty go wytrzasnęłaś? On na pewno ma jakiś dyplom?
Kobieta wciąż milczała, widać było w jej oczach smutek i zmęczenie – najwidoczniej zużyła całą swoją energię na przekonanie męża, żeby do mnie przyszedł..

– Mój 13-letni syn jest nie do wytrzymania, zachowuje się karygodnie i nic na niego nie działa!
– Proszę podać jakiś przykład, który to zobrazuje.
– Daleko nie muszę szukać, na przykład wczoraj – przyszedłem po pracy i zastałem istny Armagedon już przy samych drzwiach: plecak na środku przedpokoju, obok kurtka, buty rozrzucone koło schodów. Powiedziałem Arturowi, żeby po sobie posprzątał i zajął się czymś pożytecznym, zamiast siedzieć przed telewizorem, ale nic do niego nie docierało. I tak jest każdego dnia. A w zeszłym tygodniu zgubił smartfon, już drugi w tym roku. I zupełnie nie ma szacunku do matki, nie pomaga w domu. Już nie wiem jak mam z nim rozmawiać, może pan ma jakieś rozwiązanie?

Chciałem, by ten człowiek jak najlepiej zrozumiał na czym polega moja praca, ale wiedziałem, że nie mam czasu na rozległe wyjaśnienia. Powiedziałem więc tak:
– Proszę pana, terapia psychologiczna to proces, na pierwszym spotkaniu zwykle zbieram informacje dotyczące problemu bądź zachowań pacjenta. Jeśli chce pan koniecznie poznać moją opinię w tym momencie, po tak krótkim opisie, to oczywiście, mogę coś doradzić. Dobrze zrozumiałem, nie wie pan jak rozmawiać z synem?
– Tak! Właśnie to powiedziałem.
– Istnieje na prawdę proste rozwiązanie, jednak wydaje mi się, że może pan sobie z tym nie dać rady.
– Proszę mówić.

Szybko naszkicowałem na kartce formatu A4 postać chłopca i na dole napisałem Artur, lat 13, a później oparłem o wazon na stoliku, przodem do mężczyzny.
– Proszę sobie wyobrazić, że to pana syn. Czy umie pan to zrobić?
– Tak.
– Teraz proszę postarać się utożsamić z synem. Niech pan sobie wyobrazi, że jest pan 13-letnim Arturem, który codziennie słyszy od ojca narzekanie i wyrzuty.
Widziałem jak mężczyzna uśmiechnął się drwiąco pod nosem, ale potem skrzywił twarz, jakby jednak się starał wykonać polecenie.
– I jak? Udało się panu?
– Tak.
– To teraz proszę powiedzieć, jak się pan czuje?

– No nie najlepiej, czuje się nierozumiany i samotny. To przykre uczucia.
– Dlaczego?
– Czuję presję ze strony ojca, wiecznie czegoś chce, nieważne, jak bardzo się staram, i tak okazuje się, że coś zrobiłem źle.
– Czego od niego oczekujesz?
– Chciałbym, żeby choć raz dostrzegł, że coś zrobiłem tak, jak kazał. Żeby mnie pochwalił, porozmawiał. Żeby powiedział mi „cześć synu”, zamiast krzyczeć na mnie o krzywo postawione buty.
Już nic nie musiałem mówić, mężczyzna otworzył oczy i wspomniał, że jego ojciec też był dla niego taki surowy i bez uczuć. Wyznał, że postara się dostrzegać syna i więcej go chwalić.

To była konsultacja psychologiczna, jaką miałem okazję prowadzić… A Wy, jakie macie relacje ze swoimi dziećmi?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

Najkrótsza konsultacja psychologiczna, jaką miałem okazję prowadzić