Mój mąż jest o 10 lat starszy ode mnie. Na początku po prostu się spotykaliśmy i nie myśleliśmy nawet o sobie na poważnie, ale kiedy zaszłam w ciąże, wzięliśmy ślub. Nie było wesela, a na ślub zaprosiliśmy tylko najbliższe osoby. Teść od początku był przeciwny temu małżeństwu, ponieważ uważał, że jestem za głupia i za młoda dla jego syna, a poza tym na pewno lecę na jego pieniądze.
Damian na szczęście nie brał pod uwagę opinii swojego ojca, ale niestety, po ślubie dla mnie zaczęło się piekło, ponieważ teść nie odpuszczał. Przychodził do nas codziennie, krytykował mnie we wszystkim, nazywał puszczalską i mówił, że moje miejsce jest na ulicy. Robił to wszystko przy swoim synu, ale ten nigdy na to nie reagował i mnie nie bronił.
W 7 miesiącu ciąży moja ciąża była zagrożona i wylądowałam w szpitalu. Mój teść tak bardzo jednak mnie nienawidził, że przekonywał męża, iż zapłaciłam łapówkę lekarzom tylko po to, aby teraz leżeć sobie na oddziale i nic nie robić. Najgorsze w tym wszystkim jednak jest to, że mój mąż dał wiarę słowom swojego ojca.
Wtedy po raz pierwszy tak poważnie się z nim pokłóciłam. Kiedy urodziłam córeczkę i wypisali mnie ze szpitala, nie przyjechał po mnie. Kiedy byłam już w domu, nie odezwał do mnie słowem, nawet nie zapytał o córkę. Zadzwoniłam do rodziców i poprosiłam, żeby po mnie przyjechali. Od tego czasu mieszkam z nimi. Teść jednak ciągle jątrzy i teraz próbuje wmówić całej rodzinie, że zdradzałam męża i dziecko nie jest jego.
Mąż przez cały ten czas nie był zainteresowany moim samopoczuciem ani dzieckiem. Tydzień temu przyszedł do moich rodziców pod moją nieobecność, ponieważ chciał zobaczyć, czy córka jest do niego podobna, czy nie.
– Wykonam badanie DNA i wtedy zdecyduję, co dalej! – stwierdził.
Kiedy badania potwierdziły jego ojcostwo, zaczął odwiedzać nas częściej i widziałam, że zaczyna się bardziej angażować. Chodziliśmy razem z dzieckiem na spacery, spędzaliśmy wspólnie czas i dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Stopniowo nasze relacje się poprawiały, jednak teść nie zamierzał pozwolić na rozwój tej sytuacji.
Kiedyś spaliśmy u męża w domu. O północy ktoś zadzwonił do drzwi. To był teść.
– Dlaczego chcesz, żeby mój syn wychowywał nieswoje dziecko? Wynoś się stąd! Przespałaś się z połową miasta, a teraz próbujesz nas oszukać, że dziecko jest Damiana, Ty podła kłamczucho! – krzyczała.
Mąż znów milczał. Córka obudziła się od tych krzyków, ale teścia to nie powstrzymało. Myślałam, że tam zwariuję. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do rodziców. Postanowiłam złożyć wniosek o rozwód i już więcej się nie denerwować. Mam dość prowokacji teścia i braku wsparcia ze strony męża. Jak śmie nazywać się mężczyzną, skoro nie potrafi obronić nawet swojej żony?
Tak, jest mi ciężko, ale lepiej teraz wszystko przerwać, niż później jeszcze bardziej cierpię.
