Od kiedy pamiętam w naszej rodzinie nigdy nie brakowało pieniędzy. Rodzice spędzali w pracy cały czas, chociaż nie było takiej potrzeby. Po prostu kochali swoją pracę i nie ciągnęło ich do bawienia się w rodzinę. Od dzieciństwa praktycznie nie spędzałem z nimi czasu, bo ciągle przesiadywali w pracy.
Podrzucili mnie do dziadków i to z nimi wiążą się całe moje wspomnienia. To oni prowadzili mnie do pierwszej klasy, trzymali kciuki podczas egzaminów w ósmej klasie, wspierali przed maturą i cieszyli się razem ze mną, gdy dostałem się na wymarzone studia. Od rodziców dostawałem tylko smsy z informacją, gdzie teraz przebywają i że wierzą we mnie.
Ich słowa z czasem niewiele dla mnie znaczyły. Na studiach szło mi bardzo dobrze i dziadkowie byli ze mnie naprawdę dumni. Denerwowali się egzaminami, za każdym razem, gdy udało mi się zaliczyć seminarium, babcia piekła dla mnie specjalne ciasto. Kochałem ich nad życie.
Kiedy byłem na trzecim roku studiów moja babcia zaczęła mieć problemy z sercem. Wkrótce niestety umarła a dziadek, nie mogąc znieść tej straty, bardzo szybko podążył za nią. Zostałem sam, bo nie traktowałem rodziców jak rodziny, byli dla mnie obcymi ludźmi. Wcale ich nie znałem i przyzwyczaiłem się, że nie ma ich w moim życiu.
Woleli spędzać czas w podróżach służbowych albo ze swoimi przyjaciółmi. Żyli tak, jakby nie mieli dziecka. A teraz, gdy jestem już dorosły, to ja nie mam dla nich czasu. Po dziadkach odziedziczyłem mieszkanie, które postanowiłem sprzedać. Kupiłem sobie za te pieniądze mieszkanie w mieście, w którym ukończyłem studia i podjąłem pracę. Rodzice mieli do mnie pretensje, że nie podzieliłem się z nimi pieniędzmi. Uważałem, że nic im się ode mnie nie należy, ponieważ nie wnieśli żadnego wkładu w moje wychowanie.
Teraz nagle chcą ze mną spędzać czas. Przypomniało im się, że mają syna. Mam dla nich tylko jedną odpowiedź:
– Nie mam czasu, pracuję. Kto, jeśli nie wy, powinien zrozumieć ile czasu zajmuje praca.
