Nie mogła powstrzymać łez, w końcu zostawiała wszystko, co było drogie jej sercu

Moja sąsiadka, 75-letnia Stanisława, przychodzi do mnie często na herbatę i ciasto. Obie jesteśmy samotne, dobrze mieć kogoś, z kim można porozmawiać. Mnie często odwiedzają dzieci z wnukami, więc nie mogę narzekać na brak towarzystwa, a Stasia ma dzieci za granicą. Jej syn mieszka w Londynie, a córka w Berlinie, więc bardzo rzadko do niej przyjeżdżają. Ostatnio jak się widziałyśmy, znowu narzekała na swoje zdrowie, samotność i rozsypujący się dom, rozumiem ją w pełni, ale nie wiem jak mogę jej pomóc.

W cieplejszym okresie Stasia pracowała w ogródku i robiła przetwory, ale w kończącym się sezonie już dwa razy zabierało ją pogotowie, bo miała coraz słabsze serce. Były takie dni, kiedy nawet nie wychodziła z łóżka, taka była słaba. Gdy tylko ją zobaczyłam, siedzącą na ławce przed domem, wyszłam, żeby porozmawiać:

– Dzień dobry, sąsiadko, jak życie mija?
– Dzień dobry, Marysia, nie wiem jak to będzie, zima idzie, a mi się wilgoć pcha do domu, okna nieszczelne. Zdrowie już nie to, nie wiem czy zdążę naszykować drzewa na opał. I te wieczory coraz dłuższe, co ja mam ze sobą począć?
– A co na to Twoje dzieci, Stasiu?
– Nie wiem, nie chcę ich obarczać swoimi problemami…
– Ale masz rację, możesz nie dać rady sama zimą, zadzwoń do dzieci, Twoja córka ma dom, na pewno zgodzi się przyjąć Cię chociaż na zimę. Będziesz mogła zobaczyć wnuki, na pewno urosły odkąd ich ostatnio widziałaś.
– Może faktycznie powinnam poprosić o pomoc.

Od razu poszła zadzwonić, a ja wróciłam do siebie. Po godzinie szczęśliwa Stanisława przyszła do mnie z ciastem drożdżowym i oznajmiła, że za kilka dni jedzie do córki. Kuzynka miała jej podrzucić bilet i zawieźć ją na dworzec w Krakowie, skąd odjeżdża autobus do Berlina. Później posmutniała, opowiedziała mi o swoich obawach. Nie chciała umrzeć na obcej ziemi i być tam pochowana. Pragnęła spocząć obok swojego ukochanego męża, a nie widziała, czy córka spełni jej życzenie. Z nostalgią w głosie opowiadała o starych czasach, kiedy z Kazikiem opiekowała się gospodarstwem, po którym biegały szczęśliwe dzieci. Ja tylko milczałam, ale w głowie widziałam te obrazy i uśmiechałam się na to wspomnienie.

Następnego dnia Stasia przyszła z zapasowymi kluczami do swojego domu i poprosiła mnie, bym czasem zajrzała i podlała kwiaty, obiecała, że wróci. Posmutniała wręczając mi klucze i rzekła:
– Maryś, nigdy bym nie pomyślała, że na stare lata opuszczę naszą wieś, jestem jednocześnie smutna i przerażona, ale też trochę szczęśliwa, że spotkam córkę i wnuki.
Ale w jej oczach nie widziałam tej radości, o której mówiła. Mi też było smutno, przyzwyczaiłam się do naszej tradycyjnej herbatki z ciastem, lubiłam Stasię, była mi jak siostra.

W końcu przyszedł czas pożegnania, Stasia przyniosła mi moje ulubione drożdżowe ciasto i słoiczek dżemu z malin, padłyśmy sobie w ramiona i się rozpłakałyśmy.
– Do widzenia, Maryś – powiedziała sąsiadka i ucałowała mnie w policzek – Jeśli czymś Cię kiedyś uraziłam, wybacz mi, proszę.
– Do widzenia, Stasiu – odpowiedziałam, ocierając łzę.
Stasia po raz ostatni rozejrzała się po okolicy i wsiadła do samochodu kuzynki. Nie mogła powstrzymać łez, w końcu zostawiała wszystko, co było drogie jej sercu.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − dziewięć =

Nie mogła powstrzymać łez, w końcu zostawiała wszystko, co było drogie jej sercu