Ta historia wydarzyła się pod koniec listopada ubiegłego roku. W tym czasie na zewnątrz było już dość zimno. Razem z mężem szukaliśmy domu do kupienia, który znajdowałby się daleko poza granicami miasta. Jedno ogłoszenie spodobało nam się tak bardzo, że postanowiliśmy pojechać i obejrzeć dom. Umówiliśmy się na jedenastą, a do przejechania mieliśmy 45 km.
Spotkaliśmy się z agentem nieruchomości, ale na miejscu mieli pojawić się także obecni właściciele domu. Niestety nie pojawili się o wyznaczonej godzinie. Nie udało nam się również do nich dodzwonić – ich telefon był cały czas poza zasięgiem.
Sąsiadka powiedziała nam, że gospodyni pojechała na chwilę do centrum pobliskiego miasteczka. W rezultacie nie było jej przez 4 godziny. Nie chcieliśmy stamtąd wyjeżdżać zanim obejrzymy dom, ponieważ wydawał się nam być świetną okazją zarówno pod względem lokalizacji, jak i ceny.
Oczywiście wymarzliśmy wtedy mocno. To było nawet interesujące doświadczenie, ponieważ w mieście zwykle można wejść do kawiarmi, napić się czegoś ciepłego, ogrzać się i iść dalej, a w tej miejscowości są tylko dwa wiejskie sklepy. Musieliśmy więc trochę ogrzewać się w samochodzie, a trochę „tańczyć” na ulicy.
W końcu przyjechali właściciele nieruchomości. Staliśmy okropnie zmarznięci, a oni zaczęli nam pokazywać działkę i różne budynki, podczas gdy my chcieliśmy już tylko wejść do ciepłego domu. Po 20 minutach w końcu przyszła na niego pora, wszyscy już okropnie trzęśliśmy się z zimna. W końcu gospodyni zaproponowała nam herbatę na rozgrzanie i jak można się domyślić, wcale nie protestowaliśmy.
Gospodyni pokroiła chleb, kiełbasę, wyjęła dżem z szafki. Siedzieliśmy przy herbacie i rozmawialiśmy o tym, że chcemy kupić dom, bo naprawdę bardzo się nam podobał. Podpisaliśmy umowę i pojechaliśmy do siebie. Bank udzielił nam kredytu – wszystko się udało! Niestety, wtedy właściciele stwierdzili, że wyprowadzą się z domu najwcześniej wiosną, więc musimy poczekać z wprowadzką. Nie zgodziliśmy się na to.
Właściciele kilkakrotnie zadzwonili do pośrednika nieruchomości i nalegali na to, aby zrobić aneks do umowy umożliwiający im życie tam do wiosny. Cóż za bezczelność! A wtedy co, przez 5 miesięcy mamy spłacać kredyt na dom, w którym nie będziemy nawet mieszkać? Nie zgadzaliśmy się na to i nawet agent nieruchomości musiał im dosadnie wytłumaczyć, że nie ma takiej możliwości, ponieważ kiedy obchodził się z nimi łagodnie oni jakby nie rozumieli, co do nich mówił.
Po raz ostatni gospodyni zadzwoniła do mnie z żądaniem zwrócenia pieniędzy za herbatę, chleb, dżem i kiełbasę, którą u niej zjedliśmy. Poczęstowała nas tylko dlatego, że myślała, że kupimy ten dom, ale na ich warunkach.
Tak niestety się czasami zdarza.






