Mam na imię Marta i chciałam Wam opowiedzieć moją historię. Ostatnio zjawił się u mnie niezapowiedziany gość i rozproszył mój z trudem wypracowany spokój.
Kiedy miałam trzynaście lat, moja matka postanowiła ponownie wyjść za mąż. Mój tata umarł, kiedy byłam bardzo mała i mama wychowywała mnie sama. Od początku relacje pomiędzy mną a ojczymem nie były zbyt ciepłe. Nie pokochałam go i on również do mnie nic nie czuł.
Parę lat później, kiedy kończyłam szkołę średnią, moja mama urodziła syna. Poprosiła mnie, bym nie szła na studia, tylko została w domu i pomogła jej zająć się młodszym bratem. Zgodziłam się.
Bardzo szybko tego pożałowałam. Ojczym ciągle miał do mnie jakieś pretensje. Pilnowałam jego dziecka, ogarniałam mieszkanie a i tak ciągle słyszałam, że jestem leniwa, że musi mnie utrzymywać. Któraś z awantur w końcu doprowadziła do tego, że wyrzucił mnie z domu.
Matka nie stanęła w mojej obronie. Bardzo kochała swojego męża, więc musiałam się spakować i przeprowadzić do babci. od momentu wyprowadzki mama ani razu nie zainteresowała się moim losem.
Było nam z babcią bardzo ciężko. Babcia była schorowana, dużo pieniędzy szło na lekarstwa a emeryturę miała niską. Dopiero kiedy stałam się pełnoletnia i znalazłam pracę jako kelnerka, nasza sytuacja trochę się poprawiła. Zapisałam się na studia zaoczne, dostawałam trochę napiwków, babcia zaczęła się lepiej odżywiać.
W końcu jednak babcia zmarła. Zostawiła mi swoje mieszkanie. Cieszyłam się, że matka nie złożyła pozwu o podział majątku. Moje życie płynęło spokojnie do przodu. Poznałam Michała, wzięliśmy ślub, za jakiś czas urodziła nam się córka.
I nagle, po tylu latach pojawiła się moja matka.
Okazało się, że mój brat wpadł w jakieś tarapaty, matka nie jest już z ojczymem i sama wychowuje Maćka.
– Chciałam Ci przypomnieć o długu, jaki wobec mnie masz za to, że tu mieszkasz. – usłyszałam od matki.
Nie miałam ochoty nawet wpuszczać jej do środka.
– Masz pojęcia, jak ciężko nam się żyło z babcią? – zapytałam mamy. – Nocami wyrabiałam mydełka sojowe, żeby zarobić na jej lekarstwa! Nie interesowało Cię wtedy jak sobie radzę! Ani jak radzi sobie Twoja matka! Idź tam, skąd przyszłaś! – wykrzyknęłam wzburzona.
– Jeżeli się nie dogadamy to złożę pozew! Masz obowiązek się mną opiekować, bo jestem Twoją matką! – usłyszałam.
Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać.
– Rób co chcesz! Nie jesteś w stanie mnie przestraszyć ani do niczego zmusić. – powiedziałam.
Kiedy już odeszła, długo płakałam i nie mogłam dojść do siebie. Ogarnęły mnie rozterki. Może jednak powinnam jej pomóc? W końcu to moja matka…
