Marta uważała swoje małżeństwo za udane. Mąż pomagał jej w obowiązkach domowych i jak trzeba było, to gotował nawet obiad. Nigdy nie zarzucał swojej żonie, że chce się rozwijać i robić karierę zawodową.
Mąż zajmował się także córką. Czytał jej bajki i kiedy zachorowała, to on zajmował się dzieckiem. Tylko teść nie mógł pogodzić się z tym, że ma taką synową. Ciągle dogryzał jej i mówił, że to kobieta powinna zajmować się dzieckiem i domem, a nie pracą.
– Nie zamierzam poświęcać życia na bycie kurą domową! Żeby wychować dziecko, trzeba mieć pieniądze, więc je zarabiam, bo mąż nie byłby w stanie nigdy tyle wyciągnąć, co ja – kobieta zwykle tak odpowiadała na te rozszczenia, a teść nie wiedział, co na to odpowiedzieć.
Marty prawie nigdy nie było w domu, ponieważ ciągle znikała w pracy. Chodziła też na fitness, spotykała się z przyjaciółmi i odwiedzała salony fryzjerskie jak i kosmetyczne. Nawet wtedy, kiedy teść jeszcze bardziej zaczął zwracać jej uwagę na to, że prawie nie ma jej w domu, ona zupełnie się tym nie przejmowała, bo wciąż zamierzała być wolnym człowiekiem. Zaczęła za to unikać teścia i nadal żyła tak, jak lubiła. Teść patrząc na to uważał, że synowi i wnuczce żyłoby się bez synowej lepiej.
Pewnego razu Adam wyszedł na podwórko i zobaczył głodnego, małego kotka. Zabrał biedaka do siebie i go nakarmił. To małe, puchate zwierzątko nie mogło chyba uwierzyć we własne szczęście i łapczywie połykał wszystko, co tylko mężczyzna mu podsunął. Adam pomyślał o tym, że dla tego maleństwa stał się zbawicielem, chociaż tak naprawdę niewiele zrobił.
Następnym razem, gdy Adam przyszedł do swojego syna, nie odezwał się do synowej ani słowem. Zresztą, Marta także go unikała. Teść jednak postanowił nie umoralniać jej tak jak wcześniej, bo teraz miał własne sprawy – ten mały, puchaty kotek czekał na niego w domu. Puszek, bo tak się nazywał, stał się jego oczkiem w głowie. Okazał się dobrze wychowanym kotem, który nie podkradał gospodarzowi jedzenia i cierpliwie czekał, aż ten mu coś da.
Adam jednak rozpieszczał Puszka, ale nie tylko jego – zaczął dokarmiać także inne koty, które przyszły do niego na podwórko. Wcześniej musiał wyrzucać dużo jedzenia, ponieważ mieszkał sam, a teraz mógł dokarmiać nim koty. Dlaczego wcześniej nie pomyślał o tym, że resztki z obiadu lub kolacji mogą uratować życie bezdomnym zwierzętom? Sam tego nie wie…
Kotek spowodował, że Adam się zmienił. Nie był już tak apodyktycznym mężczyzną, w zasadzie to zamienił się w miłego, słodkiego starszego Pana.
Kiedyś Adam przyjechał z wizytą do wnuczki akurat wtedy, kiedy ta chorowała. Synowa jak zwykle była w jakiejś podróży służbowej, więc dziadek opiekował się wnuczką cały dzień. Kiedy wrócił do domu, odkrył, że Puszek zaginął. Prawdopodobnie wybiegł z domu, kiedy zamykał drzwi.
Szukał go wszędzie, ale bezskutecznie.
– Nie widział Pan takiego szarego prążkowanego kotka? Kiedyś często siedział przy wejściu do naszej klatki schodowej – zapytał Adam jedną z sąsiadek, która akurat pakował karmę dla kotów do torby.
– Widziałam, siedział u Pana pod drzwiami i miauczał żałośnie – odpowiedziała starsza kobieta.
– Gdzie on teraz jest?
– Wzięłam go do siebie, bo myślałam, że to przybłęda. Proszę iść za mną, to Pan sprawdzi, czy to Pana kot, czy nie.
Takim sposobem Adam poznał Leonę Siewierską. Kiedy mężczyzna wszedł do mieszkania swojej nowej znajomej, zobaczył Puszka. Kotek na jego widok od razu zamiauczał i podbiegł do niego. Kobieta zaproponowała, że zaparzy herbaty i dzięki temu będą mogli się trochę poznać.
Oboje byli zapalonymi kociarzami, więc rozmawiali do wieczora. Słowo po słowie i zdali sobie sprawę, że mają ze sobą wiele wspólnego. I tak zaczął się ich romans. Jak widać, koty nie tylko pomagają się zmienić, ale także wprowadzają miłość do życia! Teraz Adam w ogóle nie interesuje się tym, jak zachowuje się synowa. I słusznie!
