Kiedy kupiliśmy domek pod lasem, jego właścicielka ostrzegła nas, że na sośnie mieszka wiewiórka. Ale ta wiewiórka nie jest do końca gościnna. Szczerość tej wypowiedzi uświadomiłem sobie, gdy tylko pierwsza szyszka poleciała mi na głowę. No cóż, nic takiego się nie stało, kocham wszelkiego rodzaju zwierzęta niemal do szaleństwa, ale moje kociaki nie cierpią na nadmierną wyrozumiałość – są surowi i bezkompromisowi, zwłaszcza jeśli chodzi o ich osobisty komfort.
Za pierwszym razem, gdy Mustafa oberwał szyszką, spojrzał w górę i zobaczył wiewiórkę. Ruda pisęła coś przekornie, przeskoczyła na pobliską sosnę i zaczęła wybierać nową, cięższą szyszkę. Mustafa zmrużył oczy i oszacował odległość do wiewiórki.
Nowy pocisk gwizdnął całkiem blisko. Kot wpadł w szał, zdawało się jakby miał ochotę ukatrupić wiewiórkę.
Zanim zdążyłem mrugnąć okiem, mój artretyczny emeryt wleciał po sośnie na poziom dachu. Zaskoczona wiewiórka wspięła się o kilka gałęzi wyżej i zaczęła szyderczo klekotać. A ja zacząłem wyobrażać sobie jak mógłby wyglądać ich dialog:
– Chodź, zobaczmy jakieś akrobacje, grubasie!
– Rozgryzę cię!
– Wyglądasz jakbyś umiał tylko jeść!
– Zabiję cię, ty draniu!
Wtedy Mustafa zorientował się, że wisi nad ziemią na poziomie drugiego piętra. Ups. Wiewiórka nagle stała się kwestią drugorzędną. Kot patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, jakby pytał czy mogę po niego wejść.
– Jak mam cię kotku ściągnąć?
Mustafa rozejrzał się dookoła zrezygnowany. Siedział na tym drzewie przez jakieś piętnaście minut i w końcu się znudził, otworzył pyszczek i zaśpiewał wiosce smutną piosenkę o tym, jak ekstremalne rozrywki zrujnowały jego los. To było strasznie przejmujące. I wtedy, o dziwo, przyszła pomoc – wiewiórka zeszła z pobliskiej sosny, zwabiona krzykiem kota, stanęła poniżej, a potem wspięła się trochę, aby posłuchać piosenki z bliska. Kiedy Mustafa zorientował się, że jest ciągnięty za ogon i zobaczył wiewiórkę, wpadł w taki gniew, że zjechał na dół tak szybko, jak się wspiął.
Wiewiórka, nie spodziewając się takiej prędkości, siedziała potem na drzewie, licząc wyrwane z ogona włoski i mrucząc coś gniewnie.
Mustafa, stojąc już bezpiecznie na ziemi, patrzył w górę, jakby chciał powiedzieć:
– Pewnego dnia cię dorwę.
I z jakiegoś powodu mu wierzę.
