– Tato, skąd ja się wziąłem?
To niespodziewane pytanie pięcioletniego Karolka spadło jak grom z jasnego nieba. Tata więc też nagle i pospiesznie odpowiedział:
– Od mamy.
Najpierw odpowiedział, potem zobaczył ogromne oczy żony i ze zgrozą czekał na dociekliwe pytania syna.
Karolek spojrzał na mamę ze zdziwieniem, po czym zadał następne, równie niespodziewane pytanie:
– Skąd się wzięła mamusia?
Tata zmieszał się, zastanowił i odpowiedział:
– Z Jarocina.
– A co to jest?
– To jest miasto, z którego pochodzi mama. Nasza mama jest z Jarocina.
– Skąd się wziął Jarocin? – Karolek nie dawał za wygraną.
– Jarocin? – Tata spojrzał na żonę w zakłopotaniu. – Dziwne pytanie. Skąd mógł się wziąć ten Jarocin? А! Pamiętam! – Tata klasnął radośnie w dłonie. – Najpierw narysował go jakiś urbanista.
– A kto to jest? – Karolek był jeszcze bardziej zaskoczony.
– To taki facet, który projektuje miasta – wyjaśnił dziecku. Najpierw narysował projekt miasta, a potem posłużył on do budowy Jarocina. Jeśli będziesz dużo rysował, to może i ty będziesz dobrym urbanistą. Chcesz projektować miasta?
Tata ucieszył się, że Karolek odwrócił uwagę od swojego pierwszego pytania, ale chłopiec wrócił do drażliwego tematu.
– Tata, a ja, zanim wyszedłem od mamy, jakiś pan też mnie narysował?
Mama roześmiała się głośno, a tata się oburzył.
– Jaki pan? Przecież ja ciebie rysowałem! Czy ty rozumiesz, Karolku? Ja!
– Tak… rozumiem. – Karolek z jakiegoś powodu spojrzał surowo na ojca. – Tato, dlaczego narysowałeś mi piegi?
– Piegi? – Tata zmieszał się. – Bo bardziej lubię dzieci z piegami.
– Ja nie lubię piegów… – syn zmarszczył brwi. – A dlaczego narysowałeś mi duże uszy?
– Twojemu tacie trzęsła się ręka, kiedy rysował ci uszy – odezwała się nagle mama, która przyszła mężowi z pomocą. – On naprawdę nie jest zbyt dobrym rysownikiem.
– O czym ty mówisz!!! – Tata wykrzyknął z oburzeniem. – Mogłaś, w takim razie, sama poprawić mój rysunek! Ty też mi pomogłaś, gdy rysowałem naszego syna!
– Tak? – zdziwiła się Karolek. – Mamo, ty też mnie rysowałaś?
– Troszkę, – matka cofnęła się w swoich słowach. – Ja tylko sprawiłam, że ładnie wyglądasz. Oczy, loki.
– Mamo! – zdenerwowała się Karolek. – Dlaczego nie narysowałaś mi inaczej uszu? Chyba twój ołówek był złamany.
– Jaki ty jesteś mądry! – Matka pochwaliła syna. – Jak ty się tego domyśliłeś?
– Ale ołówek można było naostrzyć – powiedział z żalem syn. – Mamo…
– Szczerze mówiąc, Karolku, w szkole zawsze dostawałam dwóję z rysunku – przyznała nagle mama. – Pewnie dlatego bałam się przerobić uszy. Bałam się zepsuć dzieło sztuki taty.
Karolek nagle zmarszczył brwi i ciężko westchnął.
– Nie przejmuj się, synu – powiedział jego ojciec, mierzwiąc czule kręcone włosy syna. – Ja też w dzieciństwie miałem uszy jak słoń. A teraz, zobacz, nie są najgorsze. Spójrz na mnie. Zobacz, nic nie odstaje. I wkrótce twoje uszy przestaną się rzucać w oczy, jak trochę podrośniesz.
– To nie o mnie się martwię – powiedział Karolek, patrząc znów na mamę, a potem na tatę. – Zastanawiam się nad tym, kiedy zamierzacie namalować dla mnie młodszą siostrę?
Rodzice powoli otworzyli usta, spojrzeli na siebie i jednocześnie wzruszyli ramionami.
– Ale o co ci chodzi? – Tata w końcu zapytał. – Dlaczego poruszyłeś ten temat?
– Bo… – Nagle mój syn machnął na tatę palcem wskazującym. – Jak będziesz malował moją młodszą siostrę, to koniecznie mnie zawołaj. Dopilnuję, żebyś niczego nie zepsuł. Dziewczynka musi być piękna. Prawda, mamo?
– Tak, synu – odpowiedziała posłusznie.
