Jestem studentką czwartego roku na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na wakacje dostaliśmy listę książek do przeczytania. Kiedy ją zobaczyłam, od razu wpadła mi w oko „Maskarada”. Przypomniałam sobie, że widziałam książkę o takim tytule w biblioteczce moich rodziców.
W czasie wakacji czytałam Maskaradę. Nie była to zła lektura i nie miała zbyt dużej objętości. Zapamiętałam ją dobrze, więc kiedy wykładowczyni poprosiła mnie, abym po powrocie na zajęcia opowiedziała jeden z utworów z mojej listy, postanowiłam opowiedzieć właśnie ten.
Kiedy opowiadałam tę historię, wszyscy koledzy z klasy patrzyli na mnie zdziwionym wzrokiem. Uznałam, że pewnie przez całe lato nic nie czytali. Uważam, że to co mówiłam było interesujące i jasne. Wykładowczyni w milczeniu skinęła głową, po czym powiedziała:
– W porządku, Doroto. Za tak dobre streszczenie daję cztery punkty, dałabym pięć, ale przeczytałaś nie tę książkę, co trzeba.
Byłam zaskoczona i bardzo się zarumieniłam, a ona kontynuowała:
– Na liście lektur znajdowała się powieść Alexandre’a Dumasa „Maskarada”. Czytałaś powieść Brendy Joyce o tym samym tytule.
Prawie ze łzami w oczach, nieśmiało podniosłam książkę i znalazłam na niej autorkę o nazwisku Brenda Joyce. Było mi bardzo niezręcznie, ale przynajmniej wszystkich rozbawiłam. To przecież nic takiego, każdemu może się zdarzyć.






