Sam wychowuję dwoje dzieci. Starsza jest córka, która ma 7 lat, a syn ma dopiero 5. Są wciąż w takim wieku, że wymagają dużo uwagi. Zauważam też, że brakuje im matki, ale nie mogę nic na to poradzić.
Wszedłem niedawno w związek z pewną kobietą, która jest ode mnie nieco starsza. Była już w związku małżeńskim i ma już nawet dorosłe dzieci, ale nie uczestniczyła w ich wychowaniu, bo wówczas miała inne priorytety życiowe. Mieszka poza miastem z dala od zgiełku i nie chce nawet słyszeć o życiu w mieście.
Chciałbym się do niej wprowadzić, ale nie jestem gotów, by codziennie dojeżdżać w jedną stronę ponad godzinę do pracy. Nie chciałbym również wyrywać dzieci z ich szkolnego czy przedszkolnego środowiska, bo wiem, jak bardzo byłoby to dla nich trudne. Zresztą, w relacji z tą kobietą rzadko kiedy udawało mi się chodzić z nią na kompromisy, ponieważ bardzo chciała, abym to ja dostosowywał się do niej.
Pewnego razu miałem bardzo dużo pracy i przymusowe nadgodziny. Nie wiedziałem wtedy, z kim zostawić syna. Partnerka zgodziła się nim zająć. Córka w tym czasie była na zielonej szkole. Kiedy wróciłem do domu po pracy, kobieta od razu wpadła w furię, jednocześnie żaląc się, że syn był nieposłuszny i nie chciał jeść.
– Nie chcę już widzieć tego dzieciaka! Zresztą, Twojej córki też nie! Albo ja, albo one, decyduj! – krzyczała.
Teraz nie wiem, co robić. Rozumiem, że nie jest mi nic winna i godząc się wtedy na zaopiekowanie się synem, zrobiła mi przysługę, ale uważam, że nie ma prawa mnie tak traktować, a tym bardziej moich dzieci. Nie sądziłem, że potrafi być taka wybuchowa i raczej wątpię, że z tak okrutną osobą mógłbym coś zbudować. Ja nie mam zamiaru tracić swojej wolności i być uległy którejkolwiek kobiecie.
