Nina była wychowanką domu dziecka od ukończenia 14 roku życia. Niestety nie znalazł się nikt, kto chciałby dać jej dom i miłość, a ona bardzo tego potrzebowała. Gdy tylko skończyła 18 lat, postanowiła związać się z mężczyzną, który od dwóch lat się nią interesował i okazywał swe uczucia, był to syn jednego z opiekunów w sierocińcu, który był 8 lat starszy od Niny. Dziewczyna w chwili osiągnięcia pełnoletności przejęła majątek zostawiony przez zmarłą matkę, czyli niewielkie mieszkanie i kilka tysięcy złotych na koncie. Mąż nie był dla niej zbyt wylewny i stwierdził, że powinna w pełni powierzyć mu rolę głowy rodziny, a sama zająć się obowiązkami związanymi z gospodarowaniem. W wyniku jego nacisków, mieszkanie Niny zostało sprzedane, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczone na zakup większego lokum, z niewielką dopłatą z oszczędności mężczyzny.
Wkrótce Nina urodziła synka, myślała, że może jako ojciec, jej mąż stanie się w końcu człowiekiem, którego pokochała, ale tak się nie stało. Mężczyzna wciąż potrafił tylko stawiać wymagania, nie pokazując żonie swoich uczuć. Nina, jak niczego innego, pragnęła czuć się kochana, nie umiała żyć z mężczyzną, który był dla niej oschły i nie interesował się jej życiem. Zaczęła rozglądać się za pracą, a kiedy ją znalazła, natychmiast wyprowadziła się od męża wraz z synkiem. Zatrzymała się na początku u przyjaciółki z sierocińca, która przebywała akurat na urlopie macierzyńskim i przez pierwsze dwa miesiące opiekowała się małym Ignasiem, gdy Nina była w pracy. Później kobieta wynajęła dla siebie i dziecka niewielkie mieszkanie tuż przy zakładzie pracy. Ignacy dostał miejsce w pobliskim żłobku, co znacznie ułatwiło życie kobiecie.
Pewnego dnia, tuż po pracy, czekał na nią mężczyzna, który niespodziewanie odezwał się: „Jesteś taka podobna do matki, Nino”. Kobieta była zdezorientowana i nie wiedziała co powiedzieć, więc mężczyzna kontynuował: „Jestem twoim ojcem. Irena nie powiedziała mi, że jest w ciąży i rozstaliśmy się. Napisała do mnie list tuż przed śmiercią, ale zaadresowała go na mój stary dom, w którym nie mieszkałem od lat. Pocztę odebrała moja sąsiadka, która zapomniała mi o nim powiedzieć, ponieważ zaplątał się w stertę ulotek i dopiero niedawno przyjechałem do niej, by przejrzeć korespondencję z kilku lat”. Nina słuchała mężczyzny z otwartymi ustami, opowiadała jak szukał jej przez długie miesiące, aż w końcu znalazł. Dla pewności, zaproponowała, by zrobili test genetyczny, zanim pozwoliła sobie na zaufanie do tego przypadkowego człowieka. Mężczyzna zgodził się, a kiedy upewnili się, że są rodziną, zaprosił córkę i wnuka do siebie, a potem pomógł Ninie odzyskać pieniądze ze sprzedanego mieszkania matki. Nie potrzebowali tych pieniędzy, bo był wystarczająco zamożny, ale chciał ukarać człowieka, który krzywdził jego córkę.
