O „mumiach” i „pomarańczach”

Ostatnio mój teść sprawia, że czuję się kimś nieistotnym. Moja żona bez końca porównuje mnie do swojego ojca, który powinien być dla mnie wzorem. Na początku mi to nie przeszkadzało, czasem było nawet zabawne, ale teraz jest już irytujące!
Romanowi udaje się wszystko, pracuje, łowi ryby, chodzi na grzyby, a nawet gotuje. Kiedy wraca do domu po ciężkim dniu pracy, nie ma problemu, żeby szybko się przebrać i pójść na ryby lub zająć się kuchnią. Podziwiam jego niespożytą energię i żywiołowość charakteru.
– Karol, pójdziemy z tatą do lasu? – z radością zaproponowała moja żona.
Na dworze było wilgotno, a ja nie lubiłem takich wycieczek na łono natury, więc odmówiłem. Monika wymamrotała coś pod nosem i odjechała.
Z natury jestem domatorem, nie lubię głośnego towarzystwa, unikam czczej gadaniny i staram się nie uczestniczyć w spotkaniach rodzinnych. Niczego przed Olgą nie ukrywałem, od razu wyłożyłem wszystkie fakty dotyczące mojej osoby. Nie skarżyła się i zawsze bardzo dobrze się dogadywaliśmy.
Konflikty zaczęły się po tym, jak mój teść kupił domek, do którego teraz jeździmy w każdy weekend. Mam wrażenie, że nadają na tych samych falach. Oboje są żywiołowi i lubią tańczyć. Monika jest do niego bardzo podobna, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru.
Wczoraj byliśmy na weselu u znajomych. Po pogawędce i wypiciu odrobiny alkoholu żonie zachciało się tańczyć. Ja z kolei, szczerze mówiąc, nie znoszę tańca.
– Karol, może pójdziemy zatańczyć? – Monia uśmiechnęła się kokieteryjnie.
– Kochanie, przecież wiesz, że nie lubię tańczyć – przypomniałem jej.
I wtedy ona znowu zaczęła te swoje wywody:
– Dlaczego nie możesz być taki jak tata? Taki młody, a mentalnie jak starzec!
Zraniły mnie jej słowa, ale nie zamierzałem nic odpowiadać. Wyciągnąłem paczkę papierosów i wyszedłem na zewnątrz. Spotkałem tam dawną koleżankę Moniki.
– Karol, dlaczego jesteś taki przygnębiony, jakbyś był na pogrzebie? – Zapytała.
– Nie, wydaje ci się. Po prostu jestem spokojny, nie lubię przesadnie okazywać emocji.
Patrzę na ciebie i nie rozumiem, jak to się stało, że w ogóle ożeniłeś się z nią. Jesteście tak różni, że to aż przerażające! Jak znosicie siebie nawzajem? – Uśmiechnęła się i poszła na przyjęcie, zostawiając mnie samego z myślami.
Jak to się dzieje, że ludzie długo żyją szczęśliwie, a potem nagle zaczynają się pretensje? Nie byłem w nastroju, więc pożegnałem młodych, jeszcze raz składając im życzenia. Monika została, żeby się bawić.
Zbliżał się weekend, ale nie miałem ochoty na wyjazd do wiejskiego domu. W teatrze odbywało się przedstawienie „Szalone nożyczki”, które od dawna chciałem zobaczyć. Kiedy zaprosiłem Monię, spotkałem się z ostrą odmową, przecież obiecała ojcu, że przyjedziemy.
– Karol, na prawdę musisz iść do teatru? – mruknęła niezadowolona – tata zaprasza nas na grilla. Zagramy w karty i w jakieś gry planszowe, a potem coś wymyślimy.
Mam już tego dość, chciałbym robić to, na co mam ochotę.
– Monika, pozwól, że cię odwiozę, a potem pójdę na przedstawienie. Tak czy inaczej, dawno nie robiłem czegoś ciekawego.
Zamiast się zgodzić, żona przewróciła oczami i wyszła z pokoju. Spędziliśmy weekend osobno: ona pojechała do ojca, a ja zostałem w mieście. Szczerze mówiąc, nawet za nią nie tęskniłem, wręcz przeciwnie, poczułem ulgę. Nie musiałem się martwić, że nie spełniam jej oczekiwań, ani słuchać jak porównuje mnie z teściem. Myślę, że jej też było lepiej beze mnie.
Kiedy Monia przyjechała ze wsi, weszła do mieszkania ze skwaszoną miną i powiedziała:
Mój Boże, tu jest cicho, jak w grobie. Tata roztacza wokół siebie wesołą aurę, a ty wiecznie siedzisz w domu, jak stary człowiek.
Czara się przelała, nie było sensu tego dłużej znosić.
– Tak, jestem introwertykiem, który lubi spędzać czas w domu, a nie zabawiać się na odludziu! Nie lubię hucznych zabaw, ani hałaśliwych spotkań przy głośnej muzyce. Przypomnę ci, że zawsze byłem cichym, spokojnym człowiekiem, a ty wiedziałaś, kogo wybrałaś na męża! Czego ode mnie chcesz? – Wyrzuciłem z siebie.
– Chcę, żebyś wreszcie żył! Zachowujesz się jak mumia! Gdybyś był taki jak tata… – powtórzyła moja żona.
– Monika, ja nigdy taki nie będę. Bez względu na sposób wyciskania, z pomidorów zawsze otrzymamy tylko sok pomidorowy, a nie pomarańczowy. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś lepszego niż taka mumia jak ja.
Spakowałem się i zadzwoniłem po taksówkę, aby zakończyć ten ponury związek. Każdy z nas jest inny i na tym polega piękno życia. Nie należy robić nic przeciwko sobie, aby zadowolić kogoś innego. Myślę, że moja „mumia” gdzieś tam na mnie czeka, a Monika znajdzie swoją „pomarańczę”.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + 2 =

O „mumiach” i „pomarańczach”