Mam na imię Julia i mam obecnie 37 lat. Właśnie siedzę pod salą operacyjną i czekam na cud, chciałabym przekazać tacie wiele słów, ale za chwilę może się okazać, że przybyłam za późno. Tak naprawdę to Leon nie jest moim biologicznym tatą, ale kocham go najmocniej na świecie. Spotkałam go, kiedy miałam 9 lat i nie wiedziałam co począć. Uciekłam od rodziców, którzy nadużywali alkoholu i wyładowywali na mnie swoją agresję, nigdy nie czułam się z nimi bezpieczna i postanowiłam coś zrobić. Opieka społeczna nie działała jak powinna, kiedy przychodzili, nie mieli wystarczających dowodów, by odebrać mnie rodzicom. Ale pewnego dnia, dzień po wizycie z opieki, ojciec upił się tak, że nie miał żadnych hamulców, pobił mnie do nieprzytomności.
Gdy się ocknęłam, wiedziałam, że następnym razem mógłby mnie zabić, musiałam uciekać. Widziałam, że rodzice śpią przy pustych butelkach, więc wyszłam z domu na ulicę, ale nie było to łatwe, bo ciągle kręciło mi się w głowie i czułam ogromny ból w całym ciele. Praktycznie czołgałam się wzdłuż drogi, niemal mdlejąc z bólu, w naszej okolicy widok pobitych dzieci nie stanowił nic nadzwyczajnego, więc nikt się mną nie zainteresował – wszyscy mieli swoje sprawy. Przez parę dni leżałam w opuszczonym budynku po przeciwnej stronie naszej dzielnicy, mieszkając razem z kilkoma dzieciakami, które uciekły z domu pięć miesięcy wcześniej. Pomogli mi dojść do zdrowia, a potem wtajemniczyli w sposoby na zarabianie na jedzenie. Innymi słowami – nauczyli mnie kraść. Nie miałam wyjścia, gdybym się nie zgodziła działać z nimi, nie mogłabym z nimi zostać.
Początkowo dobrze mi szło, ludzie, których okradałam nie spodziewali się po małej dziewczynce niczego podejrzanego, ale któregoś dnia jakiś mężczyzna zauważył, że kradnę mu portfel.
– Halo! Koleżanko, co ty robisz? – zapytał.
– Upadł panu portfel, chciałam podać – odparłam, zgodnie z wyuczonym scenariuszem na taką okoliczność.
– Może wezwiemy policję i oni zadecydują, na pewno są tu jakieś kamery.
– Proszę tego nie robić – rozpłakałam się.
Nagle zrobiło mi się słabo i musiałam stracić przytomność, bo obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Było czyste i pachnące, więc to na pewno nie była moja dzielnica.
– Nie wstawaj, spokojnie, jesteś bezpieczna – powiedziała jakaś kobieta.
– Jesteś w szpitalu, straciłaś przytomność zaraz po tym, jak ukradłaś mi portfel – odezwał się ten mężczyzna z ulicy.
Wyjaśnili mi wszystko, kobieta była jego żoną i pielęgniarką w tym szpitalu, dlatego załatwili mi leczenie bez dokumentów. Okazało się, że mam jakieś wewnętrzne obrażenia po starszym urazie, pewnie po tym jak mnie ojciec pobił, i musiałam zostać w szpitalu na obserwacji.
Leżałam tam trzy tygodnie i bardzo nie chciałam wychodzić. Podobała mi się biała pościel i codzienne ciepłe posiłki, a tamci ludzie często mnie odwiedzali i przynieśli nowe ubranie. Nie chciałam wracać na ulicę, ani do moich rodziców. Gdy przyszła pora na wypis, Leon i Basia, bo tak mieli na imię moi wybawcy, obiecali, że nie pozwolą mi odejść. Od kilku dni załatwiali już adopcję i odnaleźli moich rodziców, którzy za odpowiednią cenę zgodzili się zrzec praw do mnie. Miałam szansę na nowe, lepsze życie, ale nie potrafiłam się odnaleźć wśród ludzi, którzy z całego serca pragnęli mnie kochać. Ciągle sprawiałam problemy wychowawcze, a w wieku 16 lat trafiłam do zakładu poprawczego.
Nowy ojciec miał do siebie żal, że nie potrafił mnie wychować na grzeczną dziewczynę. Kochałam moich nowych rodziców, ale nie umiałam tego okazywać, bo nikt nigdy nie nauczył mnie okazywać uczuć. Byłam na siebie wściekła, że ich zawiodłam… Gdy po półtora roku wróciłam do domu, Leon i Basia przywitali mnie tortem i prezentami, a ja przytuliłam ich i się rozpłakałam. Przeprosiłam za wszystkie problemy, które przeze mnie mieli i podziękowałam za uratowanie życia, nigdy wcześniej nie miałam odwagi tego zrobić. Od tamtego momentu mieliśmy poprawne relacje, ale już nigdy nie mówiłam o moich uczuciach, trzymałam wszystko głęboko w sobie.
W wieku 19 lat wyprowadziłam się od nich i zaczęłam samodzielne życie. Kolejne 16 lat minęło, a ja nie utrzymywałam zbyt częstych kontaktów z Leonem i Basią, ostatnio moja mama zadzwoniła, że tata miał wypadek i może nie przeżyć. Nienawidzę siebie za to, że nie powiedziałam mu nigdy jak bardzo go kocham, gdyby nie on, nie wiem co by ze mną było. Gdy tylko dołączy do mnie Basia, muszę jej powiedzieć, że ją kocham, też nigdy tego ode mnie nie słyszała, choć sama mówiła mi te słowa bardzo często. Mam nadzieję, że Leon przeżyje i dostanę szansę na naprawienie naszej relacji. To oni są moimi prawdziwymi rodzicami! Nie popełniajcie mojego błędu, doceniajcie rodziców i mówcie im o swoich uczuciach!
