Do szpitala przyszedł jakiś staruszek. Siedział w kolejce do okulisty, potem wszedł do gabinetu i zaczął płakać:
– Co się Panu dzieje? – pyta lekarka.
– Tak bardzo bolą mnie oczy – poskarżył się starszy pan.
Zbadała jego oczy, lekarka spojrzał przez mikroskop, ale nic nie znalazła.
– Wszystko jest w porządku – mówi – oko ma Pani czyste, z siatkówką wszystko w porządku, nie ma żadnych podrażnień. Co dokładnie Pana boli?
– Jak to co boli ? Obiecano nam „świetlaną przyszłość,” ale gdzie ona jest? Mój syn zmarł na wojnie w Afganistanie, a młodszy na gruźlicę w więzieniu – od najmłodszych lat miał problemy z prawem i narkotykami. Żona zmarła na raka.
Okulistka chciała powiedzieć staruszkowi, że potrzebuje innego lekarza, a nie jej, ale przypomniała sobie swojego ojca, który pracował na dwóch etatach, aby zapewnić byt swojej rodzinie i aby ona mogła wykształcić się na lekarkę. Matka zmarła dosyć wcześniej, więc wychowywał ją sam. Wzięła więc kartkę, długopis i napisała:
– Proszę – powiedziała – sama bym wzięła, ale mąż na to nie pozwala. Proszę iść, to niedaleko, na pewno pomoże. – podała kartkę z adresem.
Niechętnie staruszek poszedł do budynku znajdującej się na sąsiedniej ulicy, stanął przed wejściem, patrząc na ten jednorodzinny dom. Nagle coś wilgotnego dotkęło jego dłoni, aż starszy pan zadrżała z zaskoczenia i cofnął się. Zobaczył, że w pobliżu stoi pies. Stary, brudny i z mętnymi oczam, chyba był niewidomy. Obwąchał go i usiadł przy nim:
– Przyszedł Pan po szczeniaka? To proszę wchodzić, otwarte – usłyszał głos dziecka zza bramy. Staruszek nacisnął klamkę i wszedł do środka. W pobliżu psiej budy stała dziewczynka, na oko miała jakieś szcześć, siedem lat, a obok leżał pies w wieku od sześciu do siedmiu lat,a obok stał pies.
– Nie bój się, Norek nie gryzie – oślepł po tym, jak prawie zgniął w pożarze. Zostały dwie dziewczynki i chłopiec, kogo Pan chce? – dzieciak odwrócił się do staruszki. Ta dziewczynka przypominała mu bardzo jego żonę, jak była młoda, która zmarł przed laty. Staruszkowi po raz pierwszy od lat po policzku popłynęły łzy.
– Wpadnę tutaj jeszcze – powiedział, wyszedł za bramę i wybuchnął płaczem.
Przyszedł na przystanek, usiadł i czekał na autobus. Uspokoił się powoli i poczuł, jak oczy przestają go boleć. Nagle usłyszał rozmowę dwóch kobiet. Jedna mówiła o pożarze i żałowała dziecka, które w nim zginęło, a którym nie interesowali się rodzice i tylko pies skoczył za dziewczynką w ogień, kiedy dom się palił.
Staruszek nagle się zorientował, że kobiety opowiadały o tej dziewczynce. Wróciła na podwórko tamtego domu, w którym był wcześniej i zobaczył, że jest niemieszkalny, spalony. Nacisnął klamkę i ponownie wszedł do środka…
Zobaczył znowu tego psa, a obok szczeniaki, które podbiegły do niego i zaczęły gryźć mu nogawkę. Wziął jednego na ręce i przytulił, jak własnego syna. Ten zacząl lizać jego palce i podbródek….
