Ojciec Marysi zostawił ją, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Jej mama zmarła przy porodzie, a nowa partnerka ojca nie chciała mieć dzieci, więc zostawił ją u babci i nigdy potem się nią nie zainteresował. Marysia dorastała i była wdzięczna babci, że zgodziła się nią zaopiekować, gdy zabrakło rodziców. Dziewczynka bardzo dobrze się uczyła, a potem ukończyła studia z wyróżnieniem i wróciła do domu babci, by podjąć zatrudnienie w miejscowości, w której się wychowała. Znalazła bardzo dobrą ofertę pracy, gdzie mogła nie tylko świetnie zarobić, ale rozwijać swoje zainteresowania. Babcia nie mogła uwierzyć, że tyle dobrego spotkało jej wnuczkę.
Kobiety nigdy nie rozmawiały o ojcu Marysi, a ona nie była nim specjalnie zainteresowana i nie dopytywała. Dopiero kiedy była już dorosła zapytała babcię czy wie gdzie jest jej tata, a Krystyna nie umiała kłamać, więc przyznała, że ponownie się ożenił lata wcześniej, dlatego to ona ją wychowała. Marysia źle się czuła wiedząc, że ojciec wymienił córkę na inną kobietę, ale ten człowiek niewiele ją obchodził, więc starała się o tym nie myśleć i żyć jak dotychczas. Gdy jej babcia zaniemogła z uwagi na wiek, dziewczyna zajęła się nią i opłacała pielęgniarkę, która przychodziła w ciągu dnia podawać Krystynie leki i obiad. Właśnie w tym czasie pod drzwiami domu pojawił się pewien człowiek. To był ojciec Marysi.
Maria myślała, że może pielęgniarka o czymś zapomniała i pospiesznie otworzyła drzwi. Mężczyzna przedstawił jej się i wszedł do domu, a potem zaczął ze łzami w oczach opowiadać, że bardzo za nią tęsknił. Chciał, by wprowadziła się do jego domu, pragnął naprawić relację z córką, ale ona nie miała na to ochoty. Chciała zostać z babcią i opiekować się nią, tak jak ona to robiła dla niej przez ostatnie 27 lat. Nie interesowało jej to, że ojciec przypomniał sobie o niej po śmierci swojej drugiej żony. Czuła, że postępuje słusznie wypraszając gościa za drzwi.
