Mama Arka niewiele rozumiała.
– Waldi zaginął. Szukam go po całej okolicy.
Waldi, to pies syna, rasy owczarek niemiecki.
To jedyne wyjaśnienie, jakie otrzymała. Sama była zdenerwowana i chociaż nie pochwalała wyboru syna, próbowała nie oceniać. Chłopak był dorosły i nie chciała ani jednym słowem wtrącać się w jego życie.
Może wyciągnęła pochopne wnioski. Syn odwołał ślub. Nie przyszedł do niej. Niczego nie wytłumaczył. A ona czekała na niego i nawet ulepiła pierogi!
Waldi znalazł się 4 dni później. Padł na podłogę, zmęczony. Ale domowy posiłek i opieka właściciela szybko postawiły go na nogi. Arek powiedział do matki:
– Nie obrażaj się, mamo. Nie mogłem robić nic innego, niż szukanie Waldiego! Sprawdzałem wszystkie schroniska i kliniki weterynaryjne. Aż znalazł się trop – Waldi był widziany z jakimś bezdomnym. Musiałem ich odnaleźć.
– Synu, i co z tego? Przecież jesteś inteligentny i wiesz, że to nie jest powód, żeby odwołać ślub. Tyle pieniędzy przepadło! A Ola z pewnością jest wściekła.
– Ola wróciła do swojego wynajętego mieszkania. Pokłóciliśmy się i nie odzywa się do mnie. Ślubu nie będzie.
I nie chodzi nawet o to, że wypuściła Waldiego. To moja wina, nie powinienem jej ufać. Zwykle, gdy wychodziłem do pracy, sąsiad wyprowadzał Waldiego za drobną opłatą. Pies go zna i lubi, a sąsiad to jeszcze uczeń – przyjmie każdy grosz. Ale tego dnia Ola powiedziała, że szkoda pieniędzy, skoro ona się wprowadziła i może wyjść z psem. Zaufałem jej, choć wiedziałem, że nie lubi Waldiego…
Zadzwoniła do mnie z jakąś bzdurą, a przy okazji powiedziała, że Waldi uciekł, wyrywając smycz. Poprosiłem, żeby jak najszybciej rozwiesiła ogłoszenia w okolicy. Zrobiła to, znalazłem dwie kartki – na naszych drzwiach i u sąsiada. Gdy stanąłem w progu, ona powiedziała: „Kiedyś wróci. Zabrałam się za porządki do ślubu. Odkurzyłam całe mieszkanie. W końcu nie ma sierści i nie śmierdzi mokrym psem! A i wyniosłam też miski i posłanie na śmietnik”. Ja jeszcze nie zdążyłem wrócić do domu, a ona… – chłopak przełknął łzy.
Matka dawno nie widziała łez w oczach syna. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz płakał. A tu dorosły mężczyzna siedział przed nią i miał mokre oczy. Waldi był z nim od 4 lat. Sam go wychowywał i karmił.
Arek znalazł bezdomnego, ale psa z nim nie było. Przyciągnął mężczyznę do ściany, obiecał zapłatę, a ten w końcu przyznał, że był z psem, ale wywiózł go do siostry. Ona od dawna chciała psa-stróża w gospodarstwie.
– Twój pies jest teraz w dobrych rękach. Ma ciepłą budę, długi łańcuch, będą go karmić mięsem – tak jak obiecałem twojej żonie. Musi wrócić? Nie, nie może. Twoja żona dała nam butelkę w zamian za przygarnięcie psa, a my już ją wypiliśmy. – mówił mężczyzna.
Arek z trudem dotarł do prawdy i adresu.
Na szczęście – nowa właścicielka nie robiła problemów, bez wahania oddała Waldiego. Pies przez wszystkie te dni odmawiał jedzenia i siedział w budzie z podkulonym ogonem. Rozumiała, że nie jest szczęśliwy. A gdy zobaczyła, jego spotkanie z Arkiem! Pies zaczął merdać ogonem i od razu odżył. Ależ to było wzruszające.
Ola próbowała wyjaśniać, że tak miało być lepiej dla wszystkich. Ale kto jej w to uwierzy? Straciła szacunek i miłość Arka.






