Pewna klientka dała mi popalić z zamówieniem, ale na szczęście zabezpieczyłam się przed takimi jak ona.

Od pięciu lat zajmuję się pieczeniem ciast i tortów na zamówienie. Spotkałam się z wieloma typami klientów, ale ostatnio myślałam, że się przebranżowię z powodu jednego zamówienia, które wykończyło mnie psychicznie. Byłam pewna, że elektroniczne przyjmowanie zleceń całkowicie uchroni mnie przed tego typu sytuacjami, ale niestety się pomyliłam. Wyobraźcie sobie, że pewna pani zrobiła zamówienie z trzymiesięcznym wyprzedzeniem na tort z okazji pierwszych urodzin córki. Kocham takich klientów i od razu pomyślałam, że pani musi być w życiu bardzo zorganizowana. Nie zdziwiło mnie, kiedy po dwóch dniach zmieniła swoje zamówienia z klasycznego tortu waniliowego z owocami leśnymi na czekoladowy tort trzypiętrowy z dekoracją z popularnych czekoladek dla dzieci, ale kiedy co drugi dzień widziałam kolejne zmiany, byłam lekko zirytowana.

Po dwóch miesiącach przesłała ostateczne ustalenia, więc przestałam się stresować i miałam nadzieję, że to już koniec fanaberii pani S. Nic bardziej mylnego! Na dwa dni przed terminem zmieniła zdanie i chciała czarny biszkopt zamiast jasnego. Odpowiedziałam, że nie przyjmuję zmian na pięć dni przed realizacją, ponieważ zabrałam się już za przygotowania (biszkopt muszę upiec wcześniej i nasączyć, a to zajmuje mi trochę czasu). Przyjęła to do wiadomości i więcej się nie odezwała. Zamówienie było gotowe na umówiony termin, ale klientka się nie pojawiła. Bezskutecznie usiłowałam się z nią skontaktować, ale nie odebrała tortu. Końcem dnia wystawiłam go na sprzedaż po kosztach i na szczęście udało mi się go sprzedać następnego ranka.

Moja problematyczna klientka pojawiła się u mnie kolejnego dnia, nie kryjąc oburzenia. Oskarżyła mnie, że nie dowiozłam jej tortu na czas i jej córka miała nieudane przyjęcie, a potem próbowała mnie zmusić do oddania zaliczki i przygotowania identycznego tortu w ramach rekompensaty. Nie wiem skąd wzięło się we mnie wtedy tyle spokoju i opanowania, gdy mówiłam do niej, że wszelkie warunki zamówienia zaakceptowała wpłacając bezzwrotną zaliczkę i nie mam zamiaru dla niej robić żadnego wyjątku od panujących reguł. Przypomniałam jej, że nie zajmuję się rozwożeniem wypieków, a ona nigdy nie podawała mi nawet adresu. Przez kolejne dni robiła mi problemy i nachodziła mnie w pracowni, ale gdy zorientowała się, że niczego nie wywalczy, dała mi spokój. Mam nadzieję, że już nigdy nie trafię na takiego klienta, bo nie mam na to nerwów.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Pewna klientka dała mi popalić z zamówieniem, ale na szczęście zabezpieczyłam się przed takimi jak ona.