Po latach wreszcie odmówiłem pomocy rodzinie mojej żony

Nazywam się Maciek. Chcę opowiedzieć o tym, co ostatnio zrobiłem i jak zmieniło to moje życie na lepsze.
Co roku bałem się wiosny. Czemu? Ponieważ, gdy tylko nastała wiosna, moja żona żądała, żebyśmy jechali do jej rodziców i pomagać im zasiać ogród.
Nie raz próbowałem przekonać żonę, że nam się to nie opłaca. W końcu trzeba przejechać ponad 150 kilometrów w jedną stronę. A potem trzeba było jeszcze jeździć pielić te grządki a później je wykopać.
Ile bym nie tłumaczył, to moja żona i tak zawsze stawiała na swoim. Mówiła, że jej rodzice bardzo by się na nas obrazili. Znosiłem to przez 10 długich lat.

Jesienią pojechaliśmy z żoną kopać ziemniaki.
Rodzice mojej żony załadowali mój samochód do pełna. Teściowie ciągle kursowali z domu do auta. Zapakowali wszystko, co się dało, słoiki z dżemami i piklami, kupę warzyw no i oczywiście dużo ziemniaków. I tak się wszystko nie zmieściło.
– Ciężko pracujemy dla Was, ale warto. U nas wszystko takie dobre, świeże, bez azotanów! – powiedział teść.
A później teściowa zaczęła wymieniać, co komu mamy „po drodze zostawić”.
– Macie blisko, przecież mieszkacie w tym samym mieście.
Miałem już tego wszystkiego dość. Najpierw jeźdź sadź, potem plew, zbieraj. Nikt inny nie przyjeżdżał pomagać, tylko my, a na koniec jeszcze miałem im wszystkim dostarczyć paczki pod drzwi. Fakt, że wszyscy krewni mojej żony mieszkali w tym samym mieście, ale w różnych jego częściach, a ja nie jestem dostawcą jedzenia, żeby dostarczać im zamówienia pod drzwi. Tyle lat to znosiłem, ale w końcu powiedziałem stop.


W tym roku kategorycznie odmówiłem jechania do rodziców mojej żony i sadzenia tam wszystkiego. Teraz warzywa kupujemy na bazarku i bardziej nam się to opłaca niż jazda tyle km. No dobra. Od czasu do czasu jeździmy do rodziców mojej żony i bierzemy od nich przetwory i dżemy, bo teściowa nalega.
Od tej pory teściowie sadzą wszystko tylko dla siebie, dzięki temu też mają mniej pracy. Teraz krewni żony sami muszą jechać na wieś i przywieźć sobie zapasy. Uwolniłem się od tej misji. W końcu jestem zadowolony ze swojego życia.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − dwa =

Po latach wreszcie odmówiłem pomocy rodzinie mojej żony