Cały czas żyłem w jakiejś ułudzie wyobrażając sobie małżeństwo z podziałem obowiązków na kobiece i męskie, gdzie panuje zupełna harmonia. Tak więc trzykrotnie się już żeniłem patrząc na to w ten sposób. Ja utrzymywałem rodzinę, a kobieta miała się zajmować domem. Pierwsza żona odeszła ode mnie mówiąc, że nie robię nic innego, jak tylko pracuję. Nie rozumiałem, co innego miałbym robić, skoro chyba kobiety wymagały tego, aby mężczyzna zarabiał pieniądze?
Przy drugiej żonie zachowywałam się tak samo, urodziła mi dwoje dzieci. Niestety, wówczas dość ciężko zachorowałem i wtedy druga żona pokazała mi swoją prawdziwą twarz. Ona chciała pieniędzy, a nie chorego męża, dlatego z dnia na dzień opuściła mnie i dzieci. Wyzdrowiałem, ale ciągle towarzyszyła mi myśl, że w związku rolą mężczyzny jest przede wszystkim utrzymywanie rodziny.
Moją trzecią żonę przygarnąłem jak jakiegoś kotka z ulicy. Była biedna, nie radziła sobie z życiem, a ja wyprowadziłem ją na ludzi. Pracuję teraz znowu dużo dla żony, wydaję na nią więcej niż połowę swojej pensji i uważam ją za Panią domu mimo, że prawie nic nie robi w domu. Niedawno powiedziała mi, że jestem zaniedbanym, starym facetem, przez co jestem dla niej odpychający. Powiedziała mi to kobieta, która jeszcze parę lat temu nie miała w co się nawet ubrać. Teraz czuje się młodo i atrakcyjnie mimo, że jest w podobnym wieku, a ja dla niej jestem stary. Z pewnością nie jest mi miło słyszeć takie słowa pod moim adresem i to w dodatku od kogoś, z kim żyję pod jednym dachem. Kiedy nie chcę jej dawać już więcej pieniędzy, żeby móc kupić coś dzieciom czy nawet sobie, nazywa mnie starym chciwcem i traktuje jak maszynkę do robienia pieniędzy. Żyję już z nią tyle lat i boję się, że nikt mnie już nie zechce, dlatego wciąż trwam w tym związku. W końcu każda kobieta i tak pragnie tylko pieniędzy.
