Miałem kiedyś takiego sąsiada, Pana Wojtka, mieszkał wraz z żoną piętro nade mną. Nie pamiętam dokładnie kiedy zniknął, ale niedawno słyszałem jak dobijał się do drzwi mieszkania i strasznie krzyczał. Pobiegłem wtedy na górę, bo byłem zaniepokojony tym hałasem, a jego żona poprosiła, żebym zadzwonił na policję. Na szczęście nie było takiej potrzeby, bo słysząc to, Pan Wojtek odpuścił i wyszedł z naszego bloku. Kilka minut później wyszedłem ze śmieciami i zauważyłem sąsiada siedzącego na ławce przez klatką, miał głowę schowaną w dłoniach i wydawało mi się, że szlochał. Gdy wracałem do mieszkania, postanowiłem porozmawiać z nim i zapytać czy mógłbym mu jakoś pomóc.
Pan Wojtek opowiedział mi o największym błędzie swojego życia. Kilka miesięcy wcześniej doszedł do wniosku, że jego żona nie jest już tą samą kobietą, której się oświadczał przeszło 20 lat wcześniej. Patrzył na nią i nie czuł już pożądania, nie był już nawet pewien czy ją kocha. Dawniej była szczupła i miała piękne długie włosy, a teraz sporo przytyła, nosi krótką fryzurę i nawet się już nie maluje. Pan Wojtek z kolei wciąż jest tak szczupły jak przed ślubem i nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestiach wyglądu. Stwierdził, że taki mężczyzna nie może się marnować i oznajmił, że odchodzi od żony. Nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, decyzję podjął momentalnie i bez wahania. Kolejnego dnia wniósł o rozwód i podział majątku. Pani Alinka dostała ich dotychczasowe mieszkanie, a on zabrał samochód i kawalerkę, którą wynajmowali lokatorom. Wypowiedział im umowę i tuż po rozwodzie urządził się tam po swojemu. Był przekonany, że w wieku 48 lat podbije jeszcze niejedno kobiece serce, czuł się ja młody bóg.
Na odchodne powiedział byłej żonie, że ona dawno straciła swoje wdzięki, a on ma zamiar korzystać z życia, bo jest wciąż młody i przystojny. Pani Alinka wyśmiała go ponoć za tę ostatnią część zdania i droczyła się z nim. Próbowała go uświadomić, że młode i piękne kobiety są otwarte na zupełnie innych mężczyzn i żadna wartościowa nie zwróci na niego uwagi. Zasugerowała, że jest już za stary na podboje, które mu się marzą, ale on nie chciał słuchać. Miał gotowy plan. Pierwszy wieczór, jako kawaler z odzysku, spędził w pobliskim pubie, w oczekiwaniu na chętne do flirtu kobiety. Czuł się wolny, nie było nikogo, kto by go ograniczał, jednak żadna z pań nie zwracała na niego uwagi. Wypił jednego drinka za dużo, a następnego dnia obudził go telefon. Spanikowany zorientował się, że jest prawie 10 rano, a on miał być od dwóch godzin w pracy. Dzwonił jego przełożony z informacją, że przez to spóźnienie stracili ważnego klienta. Miał natychmiast zjawić się w biurze. Ubierając się w pośpiechu, zajrzał do lodówki, gdzie zawsze czekały na niego gotowe kanapki do pracy, ale teraz było tam tylko światło.
W drodze do biura przypomniał sobie, jak w takie poranki żona ratowała go od bólu głowy swoimi magicznymi sposobami. Przez kolejne dni wspominał czasy, gdy po powrocie do domu czekał na niego gorący obiad. Rozwodząc się, nawet przez chwilę nie pomyślał, że sam będzie musiał gotować i sprzątać. Frustracja napędzała go i był coraz bardziej zmotywowany, by poznać jakąś kobietę. Podrywał koleżanki w pracy, próbował flirtować z kobietami w sklepie i na ulicy, jednak nic nie przynosiło żądanego efektu. Każda z pań, w mniej lub bardziej delikatny sposób, dawała mu do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana. Po kilku tygodniach jedzenia półproduktów i gotowych dań, zauważył, że nie jest już wcale taki szczupły i atrakcyjny.
Udało mu się poderwać jedną kobietę w parku, gdy próbował biegać. Spotykali się kilka tygodni i w końcu z nim zamieszkała. Pan Wojtek dostrzegł, że zupełnie nie spełnia jego oczekiwań, nie było kanapek do pracy, obiady jadali na mieście, a w mieszkaniu wciąż musiał sprzątać sam. Ze swojej pensji nie był w stanie zaspokoić jej rosnących potrzeb, więc kobieta od niego odeszła. Zaczął pić, zaniedbywać obowiązki służbowe i w końcu stracił pracę. Wtedy docenił swoją byłą żonę, jej poświęcenie i świetne zorganizowanie. Zapragnął do niej wrócić, to wtedy zobaczyłem go u niej pod drzwiami. Teraz nie dziwię się Pani Alince, że na niego tak krzyczała i nie chciała przyjąć.
Powiedziałem Panu Wojtkowi, co o tym myślę, wyjaśniłem mu, że żona nie jest kucharką, sprzątaczką i instytucją charytatywną. Partnerstwo polega na współdziałaniu, a to, że żona tyle lat mu usługiwała wynikało z jej wielkiej miłości, która najwidoczniej wygasła, gdy postanowił od niej odejść. Powiedziałem, że bardzo mu współczuję i poleciłem przyjść do żony za jakiś czas i szczerze ją przeprosić, podziękować za to co dla niego robiła i prosić o wybaczenie. Jeśli wciąż go kocha, to na pewno mu wybaczy, bo dobra z niej kobieta, ale to od niego zależy czy przemyśli moje słowa.
