Miało to miejsc kilka lat temu. Wraz z mężem i dwójką dzieci mieszkaliśmy wtedy w kawalerce. Oczywiście marzyliśmy o przeprowadzce, ale wtedy jeszcze nie było nas po prostu na to stać.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że znów jestem w ciąży, zdaliśmy sobie sprawę, że pilnie musimy rozwiązać problem mieszkaniowy. Postanowiliśmy sprzedać naszą kawalerkę, dodać nasze oszczędności, zaciągnąć kredyt hipoteczny i kupić trzypokojowe mieszkanie na przedmieściach.
Jak pomyśleliśmy, tak też zrobiliśmy. Mieszkanie, które kupiliśmy było po remoncie, ale blok, w którym się mieściło, było stare. Nie zawracaliśmy sobie jednak tym głowy i cieszyliśmy się z wprowadzki, Niestety, nasi nowi sąsiedzi trochę zmniejszyli nasz entuzjazm. Postanowili nam pokazać, kto rządzi w tym bloku i ciągle się nas czepiali. Najbardziej jednak obrywało się mojemu mężowi.
– Drzwi do klatki muszą być zamknięte, niech Pan nie będzie egoistą i weźmie gdzieś ten wózek, bo nie ma jak tych drzwi zamknąć!
– Dlaczego zaparkowali państwo swój samochód tuż pod moimi oknami? Psuje mi widok z okna!
– Dlaczego Wasze dzieci gonią po całym mieszkaniu i krzyczą jak nienormalne?
Najciekawsze jest to, że mieszkaliśmy na parterze. Nawet gdyby nasze dzieci ciągle biegały jak szalone, to nikomu nie przeszkadzałyby. Jednak tak nie robiły, ponieważ najmłodsza córeczka często spała a reszta dzieci wiedziała, że nie wolno hałasować.
Moja cierpliwość się skończyła, gdy Ci emeryci zebrali się grupą i chcieli rozprawić się z moim mężem. Specjalnie czekali na moment, kiedy wróci z pracy, żeby go tak „przywitać”.
– Przyjechałeś tutaj nie wiadomo skąd i chcesz tu zaprowadzić porządek? Nawet o tym nie marz! Nawiasem mówiąc, Twoja żona przyjmowała jakiegoś faceta w domu, kiedy Ciebie nie było. Niby on od liczników. My tutaj takich nie wpuszczamy, powiedz jej!
– Zacznijmy od tego, że moja żona nikogo obcego bez żadnego pisma od administracji by nie wpuściła. A po drugie Wasze liczniki nas nie interesują, jak macie coś do ukrycia i nie chcecie, żeby ktoś je sprawdzał, to Wy macie problem, nie My.
Niestety, Ci emeryci doprowadzili do tego, że mężowi podniosło się ciśnienie i skończyło się to prawie szpitalem. Potem to ja postanowiłam z nimi porozmawiać w niegrzeczny sposób, aby złagodzić ich zapał i najwidoczniej wystraszyli się kobiety w ciąży. Od tego czasu żyjemy w pokoju i zgodzie – emeryci milutko witają się z nami i słyszymy pod naszym adresem same miłe słowa.
